Zimowe ogłaszanie


fotografia za: last.fm
.

Do line-upu Open’era 2012 dołączają:

FRANZ FERDINAND
SBTRKT live
.

O. A do tego JULIA MARCELL na dodatek.

Ciąg dalszy nastąpi (w czwartek)

I grzecznie będziecie przy odbiornikach radiowych, prawda? Po 20-tej, jak zawsze.

Co słychać u… Placebo?


fotografia za: last.fm
.

Odświeżamy i ten cykl. Placebo to brytyjskie rockowe trio, należące do grupy kilku zespołów, które nawiedziły nasz festiwal dwukrotnie. W ich wypadku to edycje 2006 i 2009, podczas promocji dwóch ostatnich płyt.

Ekipa dowodzona przez Briana Molko przygotowuje swój siódmy album. Prawdopodobnie ukaże się on w tym roku, ale jak dotąd Placebo nie zdradzili, w jakim kierunku muzycznym podążą ani nie zapowiedzieli jeszcze choćby nowego singla.

Ostatnia płyta przyniosła sporą zmianę zarówno po stronie muzyczno-producenckiej, jak i lirycznej. Przyjęcie albumu „Battle For The Sun” było dość mieszane, za to promujący go open’erowy koncert zebrał lepsze recenzje niż ten promujący „Meds” (gdybyśmy chcieli być złośliwi, to wspomnielibyśmy, że zebrał lepsze niż koncert Kings Of Leon tego samego dnia, ale no przecież nie jesteśmy). Czy możemy spodziewać się powrotu Placebo i odpowiedzi na pytanie „jak tym razem wypadną”?

Zapowiedzieli już, że pojawią się na europejskich festiwalach tego lata, ale póki co zarówno te oficjalnie ogłoszone, jak i te z gatunku ‘strong rumours’ to jego druga połowa. Ale jakakolwiek data w UE w czerwcu/lipcu i już szanse się podwajają. Pytanie, czy obecność Placebo na Open’erze wzbudzi entuzjazm kogoś poza wiernymi fanami zespołu?

Z drugiej strony – przyjazd Placebo do Gdyni po każdej ostatniej płycie tchnie trochę tradycją, do tego fanów mają w Polsce dużo, nawet z naddatkiem ponad średnią europejską. (mówiąc po ludzku: hordy). Byłby to zapewne ruch bardzo bezpieczny, ale i w gruncie rzeczy zrozumiały.

A Wasze zdanie?

Bramka nr 3


fotografia za: last.fm
.

Ok, dajmy spokój tym Black Keysom. Dziś na antenie radiowej Trójki po 20-tej łączenie z holenderskim Groningen, gdzie odbywa się festiwal Eurosonic i gdzie przebywa obecnie szef wszystkiego, Mikołaj Ziółkowski. Przebywa i planuje podzielić się z nami wiedzą tajemną, czyli odpowiedzieć na pytanie, kto dziś dołączy do Björk i The xx.

JUSTICE
.

Ale chyba szczególnie zaskoczeni nie jesteście? And Jus†ice for all!

Jeszcze nie grali #24: The Black Keys


fotografia za: last.fm
.

Proszę, nie było trudno zgadnąć, że dzisiejszymi bohaterami będą dwaj panowie z amerykańskiej formacji The Black Keys, prawda?

Zabawa tychże panów w garażowego rocka zaczęła się wraz z wydaną w 2002 roku płytą „The Big Come Up”. Zabawa ewidentnie udana, bo w ciągu nieco ponad 2 lat The Black Keys nagrali dwie kolejne płyty, dość szybko trafiając w strefę zainteresowania wpływowych mediów. Wyglądało na to, że można odtrąbić sukces artystyczny, ale Dan i Patrick nadal znajdowali się w szufladzie „obiecująca blues-rockowa kapela”.

Co zrobili zatem? Nagrali więcej płyt! Piąty z albumów, wydany w 2008 „Attack & Release” można by traktować jako komercyjny przełom, gdyby nie to, że przebili go swą następną płytą, „Brothers”, dzięki której trafili w orbitę zainteresowania tych, których na co dzień nie ciekawi scena muzyczna stanu Ohio. Pierwszoligowy status potwierdziły zarówno sprzedaż płyty, jak i zauważalna obecność charakterystycznej okładki „Brothers” w wielu podsumowaniach najlepszych płyt 2010.

Kariera The Black Keys przypomina nieco wzrost pozycji The National (main 2011) – budowanej z albumu na album, a nie za pomocą chwilowego, gwałtownego hype’u. To dobre wróży długowieczności zespołu, zwłaszcza, że najnowszy album „El Camino” także został świetnie przyjęty, a pewne wygładzenie brzmienia i nabranie dynamiki pozwoliło The Black Keys otworzyć się na (wielu) nowych fanów.

To interesujący moment w karierze duetu, bo przekroczyli już status „popularnego zespołu z kręgów rockowej alternatywy”, o czym dobitnie świadczy pozycja headlinera na Coachelli 2012. Chyba też wyjątkowo dobry na pierwszą wizytę w Polsce – co prawda w Europie nie mają statusu tak wielkich gwiazd jak w Stanach, ale „Lonely Boy” nuci coraz więcej osób także i po tej stronie Atlantyku.

No ale właśnie. Amerykańce z nich cholerne. Wiecie, jak to z nimi jest, potrafią np. koncertować w Ameryce (o zgrozo), kiedy w Europie takie przefajne festiwale jak Roskilde czy Open’er. Na dwa czy trzy koncerty nie wpadną, bez porządnej euro-trasy będziemy musieli obejść się smakiem. A i nie jeden Open’er ma na nich w Polsce chrapkę…

NIE ZNASZ?
Sprawdź: Lonely Boy / Tighten Up

PS. Dla tych, którym umknęło: ogłoszenia w czwartek w PR3 po 20-tej.

2012 w toku

Jak się macie w nowym roku?

Jutro kolejna pozycja z cyklu “Jeszcze nie grali”, zespół, amerykański. Domyślacie się, jaki?

Dodajmy, że zupełnie bez związku z ogłoszeniami, które w najbliższy czwartek, po 20-tej, w radiowej Trójce.

Jeszcze nie grali #23: Feist


fotografia za: last.fm
.

Najpierw może życzenia na Nowy Rok. Abyście tylko zdrowi byli! I żeby koncertowy 2012 rok nie był gorszy od tego mijającego. Ach, oczywiście też kasiory, żeby było za co na te koncerty i festiwale chodzić. A fanom dzisiejszej bohaterki życzymy występu nawet niekoniecznie na Open’erze, ale by przyjechała w końcu do Polski.

Leslie Feist, znanej zarówno z solowej kariery pod szyldem po prostu: Feist, jak i ze śpiewania ongiś w kanadyjskim kolektywie Broken Social Scene, życzymy za to polskiej publiczności. Solowy debiut, zatytułowany „Monarch (Lay Your Jewelled Head Down)” wydała własnym sumptem jeszcze w 1999 roku, ale przełomowe dla jej kariery okazały się dwie kolejne płyty.

„Let It Die”, wydane w 2004 roku, przyniosło popularny singiel „Mushaboom”, pochwały branży muzycznej i znaczący skok rozpoznawalności artystki. Prawdziwym przełomem okazał się jednak być kolejny album – „The Reminder” (2007), promowany m.in. przez utwory „My Moon My Man” czy „1234” (bardzo lubiane przez twórców reklam). Chwytliwe motywy przyniosły Feist masę nowych fanów, przy jednoczesnym zachowaniu uznania krytyki.

Po zakończeniu trasy promującej „The Reminder”, w obozie Feist panowała wyjątkowo długa cisza. Krążek „Metals” pojawił się dopiero jesienią mijającego właśnie roku i mógł być dla słuchaczy pewnym zaskoczeniem. „Metals” to płyta trudniejsza od poprzedniczki, mniej przebojowa, co wcale nie znaczy, że gorsza. Dodatkowo, to świetny argument do trasy koncertowej, która jak dotąd nie zawiera w sobie polskich dat.

W open’erowym namiocie grali m.in. znajomi Feist z Kings Of Convenience (udzielała się zresztą na ich drugim albumie), grała Regina Spektor i jesteśmy przekonani, że nurt singer-songwriterski, po który od czasu do czasu sięgają organizatorzy Open’era, znalazłby kolejnego świetnego reprezentanta w osobie Feist, bo ta także i w Polsce ma oddanych fanów. Z racji jednak, że to artystka zza oceanu, to pytanie podstawowe brzmi: czy będzie w europejskiej trasie na początku lipca. Dopiero po pozytywnej odpowiedzi można snuć dalsze rozważania.

Kto chciałby Feist, palec pod budkę!

NIE ZNASZ?
Sprawdź: My Moon My Man / How Come You Never Go There

DJ set Jamesa Blake’a w Warszawie


fotografia za: last.fm
.


James Blake
zagrał koncert na scenie namiotowej Open’era w ostatni dzień edycji 2011. W lutym powróci do Polski w formule dj-skiej, która pozwoli zaprezentować mu odmienne od tamtego oblicze. Impreza odbędzie się 4 lutego w warszawskim klubie 1500 m2 do wynajęcia.

Wesołych!

Strawy dla ducha dla tych, którzy jeszcze ducha w tych Świętach czują i radości dla wszystkich!

Wesołych Świąt!!!

Ciekawe, czy ktoś znajdzie karnet na Open’era pod choinką.

Retransmisja: Kate Nash


fotografia za: last.fm
.

Czyli kolejna odsłona wspomnień z ostatniej edycji Open’era. Sobota, namiot, 21:00 i Kate Nash po raz pierwszy w Polsce. Dla niektórych dość zaskakujący występ, a Kate zadziorna i dynamiczna. A jednocześnie pełna ciepła, o czym przekonali się najwierniejsi widzowie, do których Nash zeszła ze sceny.

Kate Nash wielokrotnie była porównywana do Lily Allen, która to grała na Open’erze w 2009 roku i średnia pokoncertowych opinii wypada zdecydowanie na korzyść Kate. Chętnych sprawdzić, jak rzeczywiście było albo powspominać sobie własne pląsy, zapraszamy na czwartkową retransmisję, oczywiście o 20-tej na stronie HOF, a konkretniej: tu.