Open’er 2009 za nami!


fotografia: a. Rożej / p. Tarasewicz, za: opener.pl
.

I skończyło się. Ostatni dzień Open’era 2009 przeszedł do historii.

Zanim jednak opustoszało pole namiotowe i tłumy ruszyły szturmować po raz ostatni gdyński dworzec i gdańskie lotnisko, sporo się działo.

Lily Allen dała na main stage poprawny występ, otwierając nietypowo długą (4 nazwy) listę zagranicznych nazw tego dnia na głównej scenie. Po Lily pojawił się pierwszy zespół plakatu Open’era edycji 2009, Kings Of Leon. Headlinerzy nie zawiedli swoich fanów, choć można było obserwować różnice w reakcjach na utwory z różnych płyt, a repertuar KoL zaprezentowali zróżnicowany. W zaskakująco dobrej formie koncertowej okazali się być panowie (i pani, wspierająca zespół na skrzypcach i klawiszach) z Placebo, których występ był dodatkowo okraszony niezłymi wizualizacjami. Scenę główną zamknęli The Prodigy, z typowym dla siebie (”my fuckin’ Polish warriors!”) koncertowym setem.

W namiocie z klimatycznym występem pojawiła się Priscilla Ahn, zaś parę godzin później fantastyczny koncert dali The Ting Tings, potwierdzając swoją renomę koncertowej petardy.

Na scenie world było tego dnia wyjątkowo tłoczno - o 19:30 absolutnie fenomenalny występ dali Portugalczycy z Buraka Som Sistema (jeśli ktoś myślał, że pierwszy motyw z kucaniem i wyskokiem należał tego dnia do The Prodigy, to był w błędzie), potem z półgodzinną obsuwą pojawiła się tam Santigold. Wspólną cechą obu tych koncertów była wizyta gości z publiki na scenie. Po północy na deskach world stage pojawił się jeszcze szeroki koncertowy skład Jazzanovy.
.

PARĘ SŁÓW PODSUMOWANIA

Całość festiwalu przyniosła pewną ilość zaskoczeń i mocno skierowała wzrok (i słuch) na inne sceny niż główna, na której bywało różnie. Okazało się, że niektórzy headlinerzy (np. Arctic Monkeys) mogą zawieść, choć oczywiście były wśród nich także koncerty o jednoznacznie pozytywnym odbiorze (jak choćby Faith No More).

Scena namiotowa zdała się dostarczać najciekawszych wrażeń muzycznych. Klimatyczny, taneczny koncert M83 jest często wymieniany wśród najlepszych na festiwalu, podobnie jak hałaśliwy roztańczony set Crystal Castles czy energetyczny koncert Late Of The Pier, zaś wielu ciepło wspomina ujmującą Emilíanę Torrini.

Eksperyment ze sprowadzeniem gorących brytyjskich gwiazd pop udał się połowicznie. The Ting Tings sprawdzili się fenomenalnie, ale Lily Allen nie potrafiła porwać sceny głównej, zaś Duffy poza faktycznie świetnym wokalem nie pokazała za wielu innych atutów.

Świetnie sprawdziła się za to formuła zamykania każdego dnia na main stage wykonawcami reprezentującymi różne kręgi muzyki elektronicznej. Każdego dnia po północy (w niedzielę trochę później) pod sceną główną tańczyły tłumy.

Wśród kwestii organizacyjnych nie do końca rozwiązana pozostała sprawa dojazdu na festiwal, który w obecnej formule zbliża się już do maksymalnych mocy przerobowych. Dalej będziemy zatem apelować o stawianie się na festiwal możliwie wcześnie, chyba że przedstawiciele ZKM Gdynia wymyślą jakieś nowe rozwiązania. Pochwalić należy za to zdecydowaną poprawę w kwestii powrotów z festiwalu, które odbywały się znacznie sprawniej, także dzięki większej ilości kursów SKM.

W ciągu najbliższych kilku lat nie grozi nam już kłopotliwe sąsiedztwo zlotu żaglowców. Impreza mimo piękna statków miała raczej charakter festynu, stąd przyniosła społeczności open’erowej więcej problemów niż przyjemności. Od przyszłego roku nie będziemy jednak musieli z goścmi zlotu dzielić się cennymi (oj, tak) miejscami noclegowymi czy czasem może jeszcze cenniejszymi miejscami w SKM-ce na festiwal.

Liczymy również, że organizatorzy wyciągną wnioski z kłopotów, które przysporzyły widzom festiwalu karty zbliżeniowe. Bez tego nie ma co myśleć o rezygnacji z bonów, które w świeżo minionej edycji okazały się być wybawieniem.

Waszych uśmiechów widzieliśmy w tym roku bez liku, co oznacza, że open’erowy duch ma się dobrze. Dziękujemy wszystkim, którzy pojawili się na Babich Dołach, zaś tych, którzy tego nie zrobili, zachęcamy do tego, by nie zrobili w przyszłym roku tego błędu.

We are the Brotherhood!


61 Responses to “Open’er 2009 za nami!”

  1. Kapizak1 Says:

    Tegoroczny Open’er zmiażdżył totalnie poprzednią edycję (mimo niezapomnianego dla mnie koncertu Jay-Z), a przypieczętowało to The Prodigy. Eh, szkoda że nie wydają DVD z koncertów :|
    Pozdrawiam, do zobaczenia za rok ;]

  2. Piotr K. Says:

    mam nadzieje, ze bledu nie popelnia rowniez organizatorzy i zadbaja jednak o bardziej zroznicowane klimaty. w tym roku spasowalem i strasznie zaluje dwoch koncertow (i niewiele wiecej zostawalo mi w rozkladzie), na ktore chcialem jechac. mam nadzieje, ze za rok nie bede musial w ostatniej chwili odsprzedawac karnetu

  3. nowa open'erka Says:

    a My pragniemy także podziękować Wam, drodzy f. i h. za wspaniałę relacje i cenne wskazówki. :)
    do zobaczenia za rok!

  4. Waldek Says:

    Parę słów podsumowania.Byłem 5 raz i zdecydowanie ostatni.Mam wrażenie że festiwal idzie na ilość,a nie na jakość.Muzycznie-OK.ZKM-czapki z głów.Namiot-to chore,obojętnie o której bym nie był,zawsze nie można nic zobaczyć.Gorzej niż poprzednio.No i najgorsze,odkąd zaczęto wpuszczać ludzi z piwem na koncerty,zrobiło się to mało przyjemne-chyba że ludzie tacy są.No a porządek,te pozostawiane gazety,kubki-to ma być kultura?!Tak jak u góry-przychodzenie na ostatnią chwilę powoduje zatory w SKM i przy bramkach.Ale to się nie zmieni.Nie musicie się ze mną zgadzać ale takie jest moje zdanie.Lubię pewien komfort,a tego zaczyna brakować od 2008 roku.Więcej ludzi,ale nic się tak naprawdę nie zmieniło.No i żeby nie można kupić koszulki festiwalowej w rozmiarze XL w czwartek o godz. 18?!!A alterkart niby za darmo,ale pod warunkiem że od razu doładuję za 100 PLN.Coś nie tak.Pozdrawiam i życzę miłej zabawy wszystkim za rok.

  5. studzin Says:

    @Wladek
    AlterKart był za darmo od kwoty 50zł(i dalej w nominałach 100 i 150) potem można było doładować.

    @H.

    Idealne podsumowanie, ja bym tego lepiej nie napisał. Jedyne co mogę dodać od siebie to proszę o większą ilość obsługi do kierowania ruchem przy wyjazdach z parkingu. W niedzielę była totalna wolna amerykanka i zabawa w ganianego na polu, co sowodowało nawet zator na 3 godziny.

  6. Waldek Says:

    @ studzin:Mnie powiedzieli że muszę doładować za 100,więc podziękowałem.Mam jeszcze z ubiegłego roku,a tą chciałem na pamiątkę.

  7. Open'erowicz Says:

    @Piotr K.
    Chodzi Ci chyba o zróżnicowane klimaty na Mainie, bo na innych scenach chyba nie może być już bardziej różnorodnie.

  8. Piotr K. Says:

    dla mnie nie ma znaczenia, czy kapela wystepuje na mainie (choc pokazywanie rzeczy typu fischerspooner pod namitoem konczyu sie tym, ze choreografie widzi tylko kilka pierwszych rzedow). nie jestem fanem gitar i brytyjskiego popu pokroju lilly czy duffy, ale domyslam sie, ze i tak juz zostalem skazany na selectora. stad nie zdziwilbym sie gdyby a rok na mainie byla metallica…

  9. zuz Says:

    ja byłam po raz drugi i też mam wrażenie że festwial zaczął iśc na ilośc, a nie na jakoś. mieliśmy karnety 3 dniowe z polem namiotowym, przyjechaliśmy we czwartek okolo północy (jechaliśmy z daleka), i okazało się że na polu namiotowym nie ma miejsc i nikogo za bardzo nie obchodził fakt że nie mamy sie gdzie rozbic - od obsługi padały odpowiedzi w stylu: miejsca na pewno gdzieś są, poszukajcie sobie, jak się nie podoba możecie pójśc do kasy i dostaniecie zwrot za pole (20zł).. cała dyskusja odbywała się u wejścia zamkniętego dodatkowego (pustego) pola i nie można było nawet uzyskac informacji kiedy ono zostanie otwarte, w pewnym momencie zrobił się mały tłumek przyjezdnych z bagażami. SKończylo się tym że wszyscy jakoś przeczekali noc (nie wiem jak inni, ale my się rozbiliśmy komuś praktycznie w przedsionku i jeszcze rano mieliśmy awanture), a rano jak otworzyli o 9 dodatkowe pole to sie przenosili. Mam wrażenie że organizatorzy wyszli z założenia - wbic jak najwiecej namiotów, bez względu na komfort uczestników. Nie mówię że chciałam tańczyc walca przed namiotem, ale wymuszanie rozbijania namiotów co 30cm, tak że nawet nie można usiąśc na trawie i zjeśc głupiej kanapki, to już drobna przesada.

  10. Otwieracz Says:

    o tak, zaczyna się typowo polskie pieprzenie i marudzenie. darujcie sobie - festiwal był kapitalny.

  11. wtf Says:

    mnie nie podobała się jedna rzecz, jeśli chodzi o organizację - lewa strona terenu festiwalu (myślę o tej, na ktorej była strefa NGO, czyli strona lewa dla osoby, która stoi twarzą do main stage) w ogóle nie była wyeksploatowana! powinien tam być nie wiem, może kolejny, mniejszy tent? A może scena world, odwrócona w tym samym kierunku co main stage?

    O, i za mało kontenerów na śmieci, zdecydowanie za mało!

  12. Pan Sok Says:

    W tym roku zdecydowanie zabrakło rzeczy, które były główną siłą poprzednich edycji. Mianowicie, zróżnicowany line-up, mający zachęcić masową publiczność do uczestnictwa w spektakularnych wydarzeniach koncertowych, został zamieniony przede wszystkim na gwiazdy modnego brytolskiego indiepopu i popu ogólnie (oczywiście wszyscy zawiedli na całej linii, dając nudne i schematyczne koncerty). Podejrzewam, że miało to zachęcić jak największą ilość dzieciaków do przyjazdu (bo w końcu gównie tego się teraz słucha po liceach).

    Organizator postawił na ilość, chcąc zgromadzić jak największą liczbę ludzi, kosztem komfortu. KOLEJKA stała się symbolem tej edycji:

    - kolejka po piwo
    - kolejka do kibla
    - kolejka po żarcie
    - kolejka przy wejściu
    - kolejka przy wyjściu
    - kolejka do autobusów

    Wszędzie panował ścisk, bo miejscówka jest za mała na taką ilość osób. Maksymalna “Moc przerobowa” została osiągnięta już w czasie poprzedniej edycji a nie dopiero teraz - moim zdaniem.

    - Alter Karty - porażka. Nie wiem jak organizator sobie wyobrażał tą akcję z jednym czy tam dwoma terminalamli na całe pojedyczne merchadnising area (jeśli chodzi o serwowanie piwa)

    - Totalna marginalizacja koncertów artystów kultowych w pewnych kręgach (Q-Tipa, Jazzanovy) a także innych niezwykle ciekawych np. Santigold, Buraka, które okazały się być jednymi z najlepszych występów na całym evencie.

    - Namiot - kolejna porażka - za mały, za wąski i jednocześnie za długi. Konsumpcja muzyki w nim, we większym niż 30m oddaleniu od sceny, to męka.

    - Pomimo ogromnej ilości uczestników, których organizator spodziewał się na festiwalu i którzy rzeczywiście stawili się w pełnej krasie, nie zrobiono nic żeby ułatwić dojazd do miasta: nie podstawiono żadnych dodatkowych środków transportu (np. pociągów pkp). Open’erowcy sparaliżowali wszystkie składy kolejowe (dostawianie wagonów, opóźnienia po 120-180 minut). Nawet Przystanek Woodstock ma coś takiego - a przypomnijmy, że jest darmowy :)

    O pozytywach nie będę pisał, bo po co. Dodam tylko, że najlepszym występem na scenie głównej był FNM, reszta poprawna (Prodigy, Pendulum, Gossip) albo nudna i schematyczna(Arctic Monkeys - jedyny kompletnie beznadziejny koncert na festiwalu, Moby, Placebo, Kings Of Leon, Basement Jaxx). Było też jedno nieporozumienie na głównej scenie - Renton.

    Z polskich wykonawców kompletnie pozamiatali Fisz Emade z Tworzyme, Łąki Łan, Kapela ze Wsi Warszawa, Gadająca Tykwa.
    Ostrego tym razem nie widzaiłem, ale podejrzewam, że dał koncert na poziomie - jak zawsze w jego przypadku), Marysi Peszek też nie.

    Pozdrawiam.

  13. Gustaw Says:

    Ja pieprzę, ludzie opanujcie się. Z waty jesteście? Księżniczki i książęta przepraszam że śmiem powiedzieć że open’er festiwal był GENIALNY.
    Co z tego ze otwarcie bram na teren koncertowy opoznilo sie o 30minut? Co z tego ze artysci na siebie nachodzili? To ja miałem się dobrze bawić, a 60.000 osób (ponoc bylo nawet 70tyś w niedzielę) na pewno stworzy kolejki wiec nie moge miec o to pretensji do organizatora.

    Autobusy genialne- odjeżdżają CO CHWILĘ a jest ich tyle że więcej już nie może być, więc do nich też nie można się przyczepić.

    Miałem kartę i myślę, że za rok będzie to fajna sprawa (WIĘCEJ TERMINALI PROSZĘ!). Mam tylko ostrzeżenie- należy ze sobą mieć jakiś notes albo coś, aby pamiętać ile się wydało pieniędzy.

    Namiot… nie wiem jak w zeszłych latach ale ten mi się podobał ze względu na ilość wejść. A to że z tyłu nie można zobaczyć sceny to chyba problem natury fizyki przestrzennej a nie organizatorów.

    Najlepsze koncerty festiwalu? Łąki Łan oraz Moby. Bez wątpienia.
    (przy czym dodam, że przez moj telefon ktory sie rozladowuje non stop nie bylo mnie na Burace :/)

  14. ja Says:

    Co do kolejek dodam jeszcze kolejkę do kas w trzech sklepach w pobliżu plaży, która ciągnęła się długo przed tymi sklepami ;o ^^

  15. Gustaw Says:

    Pan Sok- przypominam że Woodstock ma trochę dłuższą historię i mimo wszystko renomę.
    Myślę, że specjalne pociągi openerowe to już przesada. Może jeszcze chcecie krzesełka pod główną sceną i wózki golfowe do podróżowania po terenie festiwalu?

  16. fail Says:

    Dla mnie ok.

    Faktycznie ludzi było za dużo. Kolejki do Toi-Toi’ów (zwłaszcza w niedzielę) zniechęcały kompletnie, tak jak i te po piwo, jedzenie, itd. Trzeba też pamiętać, że do tych punktów trzeba również dojść - kawał drogi. Strata czasu !

    Co do śmieci, to nie przesadzałbym, bo co dziennie było tam sprzątane. Nie można mieć pretensji do ludzi, że śmiecą, bo nie było śmietników. Z drugiej zaś strony nie można mieć pretensji do organizatorów, bo nie chcemy mieć śmietników przed samymi scenami.

    Autobusy - nie wiem, jak po koncertach (powroty do Gdyni) - dawały radę. Czekanie 10 minut (gdy się nie zmieścimy), to na ogół krótszy czas niż ten przy regularnej komunikacji miejskiej.

    Co do artystów, to ze wskazówek, które chodzą mi po głowie - warto się postarać o to, aby “gwiazdy wieczoru” (ostatnie kapele na main stage’u) grały dłużej, bo np. Pendulum byłoby w stanie zagrać dłużej niż lekko ponad godzinę - czuć niedosyt.
    Jeśli chodzi o zróżnicowanie, to nie było źle.
    Poziom, cóż… chyba nikt nie liczył na to, że koncerty indie są epickie !
    The Kooks, A. Monkeys, KoL i inni zagrali poprawnie - dokładnie jak na płytach. Standard.
    Dlatego warto się starać o cześć artystów w stylu bliższym electro, którzy na takich imprezach faktycznie sprawdzają się lepiej od rockowych, czy popowych.

    Pole namiotowe to dla mnie porażka…
    Plusy: stosunkowo blisko, bezpiecznie, mili ludzie.
    Czemu nie da się zrobić tam umywalek - po prostu - nawet takich, jak na terenie - z pompkami do wody. O prysznicach - nie wspomnę… Za co ta dopłata? Za kolejną wstążkę na ręku - tylko?

    Najgorsze i najważniejsze, o czym trzeba wspomnieć, to naganna jakość dźwięku na scenie głównej! Przez całą imprezę nie dało się w spokoju słuchać - dźwięk co jakieś kilka minut - stale był jakoś dziwnie modulowany - niskie/wysokie tony, czy coś z panoramą. Tragedia !!!
    Czy organizatorzy, lub nagłośnieniowcy naprawdę nie byli w stanie zrobić z tym nic przez te 4 dni ?!
    Nie wierze, że to zjawisko losowe, czy niezależne od nich, bo world stage brzmiał rewelacyjnie - jak się cieszyłem, że właśnie tam przenieśli Madness’ów.

    Ogólnie jednak wrażenia pozytywne - warto było.
    Jeśli za rok nie będzie poprawy - rezygnuję.

  17. emjot1 Says:

    jak dla mnie równiez Moby i Łaki Łan!! powrót w niedziele to lekka porazka ale co tam!=)

  18. Gustaw Says:

    A mam pytanie… Czy film z openera 2009 bedzie na jakiejs DVD albo cos takiego?

  19. Otwieracz Says:

    >> Myślę, że specjalne pociągi openerowe to już przesada. Może jeszcze chcecie krzesełka pod główną sceną i wózki golfowe do podróżowania po terenie festiwalu?

    Niestety to nie jest przesada. Tu wcale nie chodzi, że było niewygodnie - po prostu cała masa ludzi się nie pomieściła. Efekt ten pewnie też spotęgował zlot żaglowców, ale imo taka potrzeba wciąż jest.

  20. bbkamil Says:

    meleksy do dobry pomysł. ja bym się pisał na takie coś. :P

  21. Waldek Says:

    @Gustaw-no właśnie nie wiesz jak było w zeszłych latach,więc widzisz tylko to z 2009 roku.Nie jestem księżniczką,ale średnio mnie bawi oglądanie np duffy ze 100 metrów,bo dalej nie mozna wejść,a nawet to w ogóle nie bawi mnie ciagle potrącający mnie ludzie? z piwskiem i dumą na twarzy że je niosą.Kiedyś tak nie było,piło się w strefie gastronomicznej,ochrona nie wpuszczała,a na koncertach tego nie było.Alterkart-j/w w moim komentarzu.No i życzę dobrego samopoczucia w przyszłych latach.A poza tym w 70 % zgadzam się z Panem Sok-iem.

  22. kaka Says:

    powtórzę się ze szczegółami;-)
    w sb kupując jedzenie na stoisku z napisem vege (idac do world stage ostatnie stoisko przy drodze po lewej stronie przed placem z piwami) kupujac dwie “porcje” ryzu z pieczarkami (porcja wielkosci polowy kubeczka 0.2 l, w ktorym nam to podano - za 2 kupony:/) znalazlem w nim kawalek boczku. wielka zenada.

  23. ale za to w gdansku bylo ok! Says:

    Niestety, open’er 2009 pod względem jakości koncertów zespołów, które niekoniecznie lubię, ale spodziewałem się po nich rzetelnego grania, całkowicie mnie zawiódł.

    Na plus:
    Basement Jaxx
    Gossip
    Moby
    Prodigy
    M83
    Fisz

    Reszta - żenująco nudne (nie z powodu awarii) AM, Lily Allen z taką do ochotą mogła w ogóle nie przyjeżdżać, KoL jakoś nie porwali, Placebo nuda.

  24. tranquilo Says:

    Gustaw Moby w gronie najlepszych koncertów ? Pozwolę się nie zgodzić - zagrał swoje znane dobre kawałki… i nic ponad to, ani te wykonania nie były jakieś szczególnie odkrywcze ani zaangażowania w to co robi nie widziałem. Przyjechał, zagrał, pojechał. Dla mnie najwieksze rozczarowanie festiwalu

  25. frost Says:

    panie tranquilo, pozwolę sobie się nie zgodzić. Moby był dla mnie, tró fana Pendulum, najlepszym koncertem festivalu. i, wbrew pozorom, koleś był bardzo zaangażowany, a gościnna wokalistka całkiem ładna ;)
    Moby>Pendulum>The Kooks>Kamp!>Priscilla Ahn

  26. Necro_feel Says:

    Pendulum, Prodigy, FNM, Moby, Late Of The Pier i Łąki Łąn najlepsi na festiwalu… żałuję, że na Burakę i Kamp! nie dotarłem.

    Dziwię się, bo sam nie miałem problemów z kolejkami, aczkolwiek i jadłem i piłem, tylko do tojtojków się czekało…

    Autobusy kursowały i to bardzo sprawnie. W niedzielę był większy problem, ale to nie dziwne + wyjazd samochodów vipów ;p

    Alter karta problematyczna, dlatego inwestowałem w bony…

    bardzo pozytywnie po Openerze i do tego wyborna pogoda ;)

    pozdrawiam

  27. Gustaw Says:

    Waldek- jesli chcesz widziec artyste to musisz jednak troche pocierpiec i wsrod 60tysiecy osob nie unikniesz tlumu. Nie mozna zatem mowic ‘festiwal nieudany bo nie widzialem artystki”. Mozna byc blisko niej ale trzeba sie przepchac. Mnie denerwuje to ze aby dobrze się pobawić trzeba iść trochę wgłąb tłumu bo ludzie z tyłu wydali 300zł na stanie i patrzenie się w telebim popijając przy tym piwo za 6zł.

    Tranquilo- kawałki grane na żywo z gitarą i perkusją (a nawet skrzypcami) brzmiały chyba inaczej niż albumowe nagrania. W powietrzu było czuć miłość gdy on grał, genialne.

    Czy wyjdzie DVD?

  28. Tranquilo Says:

    kij, że ludzie wydali 300 zł na stanie i popijanie piwa - cos przynajmniej zobaczyli ale moja Żona pobiegła w niedzielę koło 21 na pole do namiotu wziasc bluzę i mówiła, że sporo ludzi siedzi miedzy namiotami i łoi wódę. To dla mnie mało zrozumiałe ale przynajmniej tłok był mniejszy niż mógłby być.

    Tak czy owak postuluję o zmiejszenie lekkie ilosci widzów albo zwiekszenie ilosci tojtojów, prysznicy, stoisk z piciem innym niż piwo itd

  29. Gustaw Says:

    Na Glastonbury jest jeeeszcze wiecej ludzi ; )

  30. wolfik Says:

    Z racji mnóstwa zawiedzionych głosów jakie tu można przeczytać, a można i było je usłyszeć jeszcze na festiwalu, proponuje kilka rozwiazań. Mam nadzieje, że AlterArt spisze sie za rok i wprowadzi je wszystkie.

    0. ZADEN WYKONAWCA W LINE-UPIE NIE NAKLADA SIE Z INNYM. This is a must.
    1. Osobne wejscie dla każdego posiadacza biletu.
    2. Zaraz za OSOBISTĄ bramką OSOBISTY kelner, który naleje i poda nam to, co sobie zażyczymy, w indywidualnie wybranej temperaturze. ofc wszystkie potrawy podawane na ceramice produkowanej w najlepszych fabrykach.
    3. numerowane osobiste toitoie z ciepłą wodą, ręcznikami z kaszmiru z logiem festiwalu i nadrukiem w postaci numeru biletu. Tak dla pewności. Ofc wszystko wymieniane codziennie, wiec reczniki mozna sobie zabierac na pamiatke.
    4. 12,5876 metra od sceny głównej pionowa trybuna z numerowanymi boksami wyposażonymi w audiofilskie słuchawki. nikt nie bedzie nam wskakiwal na plecy ani wylewal piwa na ubranie. w wersji VIP kawior z bieługi i szampan prosto z francji. pionowa dlatego, zeby kazdy byl w rownej odleglosci od sceny. aby caly widok na scene główną byl równo rozłozony, scena bedzie kursowala po specjalnych szynach w górę i w dół.
    5. gdyby ktoś akurat sie zamyslil w trakcie koncertu, w boksie telewizor plazmowy 50” z wbudowaną rejestracją wydarzenia.
    6. osobiste spotkania z artystami są chyba oczywistością?
    7. w przyszlych latach ofc oferta ta rozszerzona powinna zostac na kolejne sceny
    8. za każdą nieudaną piosenkę, lub, nie daj boże awarię techniczną, zwrot równowartości najdroższego biletu. ofc w razie powtarzających sie problemów zwrot jest kumulowany. przeciez nie bedziemy słuchać byle czego, nie??
    9. w wypadku kiedy koncert/setlista/cokolwiek innego włącznie z temteraturą deski w toitoiu nam sie nie spodoba również zwrot pieniędzy.
    10. za zagranie przez zespół/wykonawcę jakiejkolwiek popularnej piosenki czy, co gorsza, klasyka, również odszkodowanie. 1,5-litrowy kubek mocno schłodzonego piwa.

    specjalny bonus dla śpiących na polu.
    11. basen o wymiarach olimpijskich z podgrzewaną wodą.
    12. łazienki z wannami.
    13. co rano świeże pieczywo pod namiot. wedle zamówienia z poprzedniego dnia.
    14. aby ograniczyć problem małej ilości stanowisk ładowania telefonów za okazaniem rozładowanego telefonu komórkowego otrzymujemy nowy (oczywiście dowolnie wybraną przez nas) z pełną baterią
    15. dla każdego rezydenta pola namiotowego namiot w prezencie. opcjonalnie za 5zl/dzien mozna wypozyczyc łóżko z baldachimem.

    Mam nadzieję, że wszystkie te sugestie okażą się podstawą do budowania nowego, lepszego festiwalu, bo, jak można zauważyć, obecna formuła już się wyczerpała. Bez tych zmian nie wyobrażam sobie Open’era 2010.

  31. a. Says:

    Najlepsze koncerty? Gossip, Crystal Castles, Priscilla Ahn (strasznie żałuję, że nie zostałam do końca i poszłam na Lily Allen, bo Lily dała ciała. Btw. do której grała Priscilla? Dużo przegapiłam?), Emiliana Torrini, The Ting Tings. Czyli większość koncertów w namiocie. Jednak namiot ma swój klimat. Jak już wcześniej ktoś pisał na mainie zabawa jest w pierwszych kilkunastu rzędach, a dalej większość tylko stoi i patrzy. Szkoda, bo przez to reszcie ciężej się “wkręcić” jak nikt wkoło nie skacze i nie śpiewa. A samemu jakoś tak głupio…

  32. 145 Says:

    @Waldek

    “ale średnio mnie bawi oglądanie np duffy ze 100 metrów,bo dalej nie mozna wejść”
    no to gratuluje jesli nie umiesz dojsc pod scene. a moze nie znasz slow ‘przepraszam’ ja nie mialem problemow z dojsciem pod scene na zadnym z koncertow a zwykle przychodzilem po 2-3 kawalku.

  33. Jamaica Says:

    @a.
    Zgadzam się z Tobą całkowicie co do Maina. Wraz ze znajomymi poszliśmy na ogromnie wyczekiwane przez nas the Prodigy i na początku staliśmy z tyłu, ale w ogóle nie dało się poczuć klimatu- ludzie wokół nas stali albo- co gorsza- siedzieli/leżeli na karimatach… Dopiero jak podeszliśmy bardziej do przodu, mogliśmy naprawdę dać czadu, bo wszyscy skakali i śpiewali ;)

    Nie podobało mi się jedynie to, że w niedzielę tak ok. północy zabrało wody i innych napojów “bez %”. Niektóre stoiska z napojami zostały w ogóle zamknięte. Byłam niestety tylko w niedzielę, także nie wiem jak przedstawiała się ta sprawa w inne dni.

  34. Glounce Says:

    “Pochwalić należy za to zdecydowaną poprawę w kwestii powrotów z festiwalu, które odbywały się znacznie sprawniej, także dzięki większej ilości kursów SKM.”
    Powroty również odbywały się z drugiej strony - z parkingu dla cywili, i tam nie było już tak kolorowo. Gdybyśmy nie “przycwaniakowali” ze Studzinem ostatniego dnia, to o 6:00 byśmy nie kładli się spać, tylko wyjeżdżali z terenu festiwalu..

    Chyba nikt jeszcze nie zwrócił uwagi, że w tym roku prawie nie było problemów z łącznością (pamiętam, że od zawsze (2004) po większych koncertach na Mainie nie można było się nigdzie dodzwonić, a SMS-y dochodziły z megaopóźnieniem). Zdaje się, że postawili dodatkowy nadajnik GSM, bo na wyświetlaczu (Plus) miałem napis “Gdynia@Open’er” :)

  35. bbkamil Says:

    Plus na pewno miał więcej stacji, bo znajomy dostawiał specjalnie na open’era. teraz już są pewnie zabrane. inne sieci też pewnie podobnie zrobiły. chociaż w Orange zdarzały mi się kłopoty z długim wybieraniem połączenia, mimo zasięgu HSDPA.

  36. Waldek Says:

    Gustaw-nie powiedziałem że festiwal jest nieudany,tylko to że przeszkadzali mi ludzie w kółko łażący z piwskiem,przez co komfort się psuł.W ogóle to mam wrażenie że jakaś część ludzi nie przyjechała słuchać muzyki,tylko się nachlać,więc może niech jadą na pikniki,festyny,a tu nie przeszkadzają innym.Popatrz co było na the ting tings-większość łaziła bez celu z tym cholernym piwskiem przez co w kółko potrącany miałem ja i moja druga połowa dosyć-o to chodzi.Nie robi się takich koncertów w namiocie tylko np na scenie typu World.Gustaw-na Glastonbury byłem 2 razy (w tym roku też-więc ting tings sobie spokojnie obejrzałem)i tam takich cyrków ,sorry ale nie doświadczyłem.To jak mam ochotę posłuchać w spokoju muzyki to mam jechać do Anglii?!!! Pozdrawiam

  37. fail Says:

    Jak masz ochotę w spokoju posłuchać muzyki to włącz sobie płytę! Koncerty - zwłaszcza rockowe - tak mają i bardzo dobrze. To nie opera, tylko festiwal.
    Pojedź na Woodstock, później na Open’era i stwierdzisz, że kultura ludzi mimo wszystko jest na dość wysokim poziomie - głównie, dzięki cenie biletu. Nie mówię, że wszyscy ludzie zachowywali się przyzwoicie, ale tragedii nie było.

  38. studzin Says:

    @Glounce tak tylko nie zapominaj, że my z GSM praktycznie nie kożystaliśmy, bo mieliśmy alternatywne metody łączności. Jak chciałem się ustawić z znajomymi to dopiero po 5min udało mi się nawiązać połączenie.

  39. vera Says:

    A moim skromnym zdaniem w tym roku, szczególnie w niedzielę, opener powinien zostać nazwany “rzygenerem”. Zewsząd dobiegał mnie zapach wymiocin - szczególnie na Kol’u, potykałam się o wymiotujących ludzi, którzy siedzieli pochyleni na środku placu. Na Prodigy człowiek przede mną, obudzony pod koniec koncertu przez swoich znajomych, chciał iść w kierunku sceny, a nie do wyjścia! Potykałam się o ludzi, którzy siedzieli wśród stojącego tłumu i jeszcze mieli pretensje :)
    Ale to jedyne minusy. Za to o powrotach złego słowa nie powiem. Wystarczyło być zaradnym i wszystko grało.
    Najlepsze koncerty: White Lies, Emiliana, Basement Jaxx, Pendulum, Moby, Prodigy, Placebo, Duffy.
    Rozczarowała Lily i Kol

  40. Dominika Says:

    Byłam pierwszy raz na Open`erze, tylko niestety na ostatni dzień. Nie widziałam jeszcze nigdy koncertów na żywo tych artystów, ale uważam, że KOL nie dał z siebie wszystkiego. Oglądałam relacje z ich koncertów na różnych kanałach i muszę powiedzieć, że trochę schematycznie. Placebo kocham, więc nieważne jaki koncert by dali to i tak będę wniebowzięta. Prodigy - zdecydowanie zamietli konkurencję. Połamali mi kolana i zmiażdżyli mózg - pozytywnie. Lily trochę przynudzała.

    Co do organizacji. Według mnie bez sensu są te bony, ponieważ najpierw czeka się godzinę żeby wymienić kasę na bon, a potem następną godzinę, żeby coś kupić. ;)
    Autobusy genialne, odjeżdżające co chwilę i to się chwali.
    Co do PKP, to przegięcie. Wracałam w 1 klasie na korytarzu, na karimacie podczas gdy w 2 klasie ludzie stali z bagażami tak jak zdążyli wsiąść. ;) Masakra.
    Noclegi - kolejna masakra.
    Otoczenie - nie rozczarowałam się. To jest do przewidzenia, drodzy ludzie, że przy 70 tys. osób będzie zapach wymiocin, rozlanego piwa itp. ;) Wystarczy zatkać nos i przejść dalej. ;)

    Ogólnie, nie zawiodłam się. Wiem za to, że w przyszłym roku na pewno jadę (zależy, kto będzie występował) ale inaczej zorganizuję ten wyjazd. ;)

    Elo.

  41. noplacelikehome Says:

    UWAGA UWAGA!

    POSZUKUJEMY PSTRYK PSTRYKA KTORY LEGITYMOWAL SIE JAKO FOTOGRAF SUPEREXRPESSU.
    FOTOGRAF ROBIL NAM ZDJECIE Z PRZEMILYM GREKIEM W SRODE JAKOS PO 2 NOCY NA POLU NAMIOTOWOWYM, KONKRETNIE TO NA SKRZYZOWANIU WSZYSTKICH ALEJEK. DODAM ZE ZDJĘCIE BYLO ROBIONE ODRAZU PO INCYDENCIE Z GOLYM ANGLIKIEM!

    kontakt: sadless@.o2.pl

  42. patoola Says:

    Właśnie DVD musi być!
    Najlepiej każdy koncert na osobnej płytce w całości ;)

    Kupuję: KOL, Faith No More, The Gossip, Basement Jaxx i Arctików :D

  43. patoola Says:

    aaa i jeszcze Pendulum!

  44. cloudik Says:

    @Waldek: ludzi przechodzących z piwem chyba było trochę mniej. W zeszłym roku na Cocorosie co chwilę ktoś mi przenosił plastik z piwem nad głową, a w tym tylko przed KoLsami to uświadczyłam.

    Generalnie Open’er mimo teoretycznie słabszego line up - fajniejszy niż w zeszłym roku. Nawet jeśli Moby przyszedł, zagrał swoje i pojechał, to zrobił to na tyle przyjemnie, że tłumy skakały i śpiewały “Lift me up”. I to robi wrażenie. Ja się bawiłam na tyle dobrze, że zrezygnowałam z innego koncertu.

    Najbardziej żałuję, że Buraczki przenieśli na 19:30, bo oni jednak powinni przy “słabszym oświetleniu” grać ;) Chociaż wtedy nie zobaczyłabym M83 w całości.

  45. Miss-Maple Says:

    @cloudik “Buraczki” brzmi przesłodko:)

    cóż, zgadzam się co do wnoszenia piwa na teren koncertowy - pod koniec już dostawałam cholery od tych plastikowych szklanek nad głową, pod stopami, pod dupą jak usiądziesz i nie wiadomo gdzie jeszcze.

    kolejki - masakra - dzięki nim przegapiłam całą santi. ponad pół godziny czekałam na miskę makaronu, i okazało się, że dla mnie już go nie ma!

    ta strefa wege - żart.
    w ogóle, podzieliłabym te miasteczka i przeniosła albo wybudowała kolejne w okolicach strefy NGO, która tym samym zyskałaby na popularności.
    i gdyby rozdzielić te stoiska z napojami to na pewno też nie byłoby takich dantejskich scen.
    to co się działo przed prodigy to po prostu urąga wszelkim standardom…

    ja z moją alter kart problemów jakoś nie miałam… nie licząc tej kolejki po doładowanie oczywiście.

    więcej pryszniców na polu.
    więcej wtyczek z prądem na polu.

    a mimo to wszystko, było naprawdę SUPER! cieszę się że zobaczyłam wielu wykonawców których słabiej znałam (bądź, wstyd przyznać, w ogóle) i mam ochotę przyjrzeć się im bliżej…

  46. noplacelikehome Says:

    no to teraz ja sie wypowiem..
    na festiwalu bylem pierwszy raz i myslalem ze po powrocie bede mial inne wrazenia..
    ogolnie to calkowicie zgadzam sie z tym zeee zero organizacji, syf straszny, ceny z kosmosu! piwo za 6zl to jedna wielka porazkaaa, o warunkach sanitarnych az boje sie wspominać.. pomoc medyczna tez ssala palke, akurat zlozylo sie tak zee slonce mocno grzalooo, masa ludzi po prostu sie spalila na sloncu a w punkcie medycznym nie wiedzieli jak im pomoc bo nie mieli kremikow..
    z kartami to juz w ogole byly jaja, doladowywujesz karte za 100zl, kupujesz 2 piwa i na karcie nie masz juz nic..
    cziennie to chybaa 4 godzinu snu, kladnem sie spac o 3 rano a wstawalem o 7, w namiocie bylo tak gorąco ze wyparowal mi antyperspirant
    ogolnie to wszedzie bylo czuc zapach trawki, ludzie w ogole sie z tym nie kryli Very Happy wielki + Very Happy
    masa pieknych dziewczyn, glowne proszących o papierosy + laski z unimila ktore rozdawaly gumki:D

    ja: o jezeli macie gratisyyy to poproszę
    laska z unimila: masz! (wręcza mi 9 gumek)
    ja: o tak duzo? taki jestem piekny?
    laska z unimila: juz sobie nie pochlebiaaaj!

    pole namiotowe to smrod i brud aleee ludzie zajebisci, glowna alejka i polacy ktorzy uczyli angoli takich zwrotow jak ‘zajebiszcze, nie wkurfiaj mnie!, mam wieszkiego kutasza!’, brytole bięgający na golasaaa itd.
    smieszne sytuacje typu: rozmawiasz z kims po angielsku od godziny i nagle temu komus urywa sie slowko ‘ku*wa’ - to ty jestes polakiem? : |
    fail:D

    a teraz od strony muzycznej.

    ja gustuje raczej w gitarowym graniu i na tym sie glownie skupialem i powiedziec ze caly line up mnie zawiodl.

    zacznijmy od początku

    czwartek:

    old time radio - bardzo pozytywnie, spokojnie, rowno, bez szalenstw, ostatni kawalek z pazurem przypadl do gustu wiekszosci publicznosci

    the car is on fire - ogolnie koncert to promocja ombarrops’a, duzo kawalkow z nowej plyty, problemy z dzwiekiem (wokal basisty byl w oogle nie slyszalny), pomoglo darcie ryjaaa w stylu ‘glosniej wokal! glosniej wokal!’, miniskirtem zryli psychee, ogolnie grali troche nierowno, nowy gitarzysta sobie nie radzil ale podsumowując to bardzo mi sie podobalo, koncert na +

    arctic monkeys - scisk jak cholera, uciekające spod sceny gimnazjalistki ktore przerazil wielki młyn, grali fajnie, troche zbyt wiele nowych utworow i oczywiscie te problemy z dzwiękiem alee bylo niezle

    late of the pier - nie bylem na calym koncercie, trafilem chyba na 4 kawalki ale to wystarczylo zeby moc to wspominac przez dlugi okres czasu, niesamowita energia.

    łąki łan - koncert tego zespolu zryl mi psyche, muszę napisac ze chce ten towar ktory bierze wokalista, zakręceni na maxa, rzucanie w publicznosc kalafiorem, granie na pluszowej gąsienicy i taniec erotyczny bąkow Very Happy
    jeden wielki rozpier! …

    piątek:

    pati yang - niezly koncert, skacząca ze sceny pati, pierwszy raz bylem i podobalo mi sie

    mlode talenty, superxiu - wroze temu zespolowi niemalą kariere, swietny koncert, czekamy na longplay’a

    gossip - oglądalem z daleka bo balem sie ze wokalistka sie rozbierze, na szczęscie nie zrobila tego bo miala jednoczesciową sukienke(?), nie przekonali mnie do siebie

    the kooks - bez szalenstw ale poskakalem sobie, takie tam pitolenie ale to chyba kwestiaaa zajawki za gowniarza wiec cos tam zostalo jeszcze

    crystal castles - koncert mial sie zaczac o 1:00, wyszedlem z namiotu o 1:20 bo nie moglem juz dluzej czekac i zniesc smrodu kolesia ktory stal przedmną

    sobota:

    FISZ - niesamowity koncert, fisz z zywym zespolem sporo starszych kawalkow, duzo utworow z ostatniej plyty, wiosna 86 brzmiala znakomicie

    emiliana torini - wielkie zaskoczenie, swietny koncert uroczej dziewczyny, bardzo mile sie tego sluchalo, poszedlem tam z nudow i naprawde posluchalbym sobie tego koncertu jeszcze raz

    white lies - moj najlepszy koncert, swietnie zagrali, wszyscie hiciory z plyty brzmialy pieknie, energia, zapał i mega wokal.. byloby idealnie gdyby nie grupa tępych brytyjek ktoreeee po chamsku darly mi ryja za plecami po tym jak grzecznie zwrocilem im uwageee zeby przestaly rozmawiać

    faith no more - niestety nie bylem i bardzo zaluje, moi znajomi byli wręcz oczarowani a ja pluje sobie w brode po tym jak w niedziele puscili mi kawalek easy.. znalem wczesniej kawalek ale nie wiedzialem ze to utwor FNM

    M83 - NIESAMOWICIE !

    niedziela

    ogolnie niedziela ssala palke, nie wiem dlaczego ale nic mi sie tego dnia nie podobalo
    chybaaa 15 min wychodzilem z maina po koncercieee kingsow ; o

    o.s.t.r - poszedlem tylko i wylacznie z dawnej sympatii, kompletnie nie znalem kawalkow ktoree gral, bylem raczej nastawiony na kawalki z 7′ i z jazzu w wolnych chwilach ale sie nie doczekalem
    na poczatku zrobil na mnie ogromnie wrazenie bo powiedzial, ze jezeli ktos chce kupic jego plyteee to woli zeby wplacil te pieniadzeee na jakis dom dziecka, non stop powtarzal zee kocha swojego syna, ze dziękuje za to ze jest taki szczesliwy, ze ma piekna zone, ze to wszystko dzieki nam.. ale naglee pojechal bo obecnej wladzy jak i po kaczkach, pierwszy minus.. a pozniej to juz zaczal sieee kult zielska, tekst w stylu ‘palcie zielsko’ wypowiedziany w 5 językach i sobie poszedlem. ŻAL.

    mlode talenty, iowa super soccer - urzekająca wokalistka, chyba sie zakochalem <3, grają swietnie, smieszny motyw - koles ktory przelecial przez barierki w stylu rambo zeby zlapac koszulke

    kings of leon - czekalem, czekalem i bardzo sie zawiodlem.. ten koncert byl nudny jak flaki z olejem, zero power’a, glownie stare kawalki.. teksty w stylu ‘kochamy polske, przyjedziemy tutaj zawsze wtedy kiedy bedziecie chcieli, jestesmy na kazde wasze zawolanie’, darcie ryjaa na use somebody i sex on fire, irgazm na manhattan’ie a resztaaa to porazka.. szkoda.

    placebo - bylem juz tak cholernie zmęczony, bo zrobilem sobie 3 km spaceru tylko po to zeby dowiedziec sie zeee do picia jest juz tylko woda.. koncertu sluchalem z pozycji siedzącej aleee meds i song to say goodbye poderwaly mnie na rowne nogi.
    kumpel byl swiadkiem bardzo rzeczowej rozmowy dwoch gimnazjalistek:

    gim1: ale ten brian fajnie wyglądal, zapuscil wlosy i spiąl wlosy, modnie sie ubral
    gim2: no, ale gumke do wlosow to moglby miec inną..

    the ting tings - wpadlem tylko na ‘that’s not my name’, poziom zachowany

    ogolnie to po festiwalu spowiedzialem sie czegos wiecej, nie mialem takiej typowej koncertowej zajawki jak np w berlinie na foo figters, moim zdaniem warto wpasc i poczuc chociaz ten festiwalowy klimat, za rok wpadam na 100%.

  47. studzin Says:

    @Dominika
    Gdyby nie te bony to byś stała w kolejce 3 godziny bo były by motywy w stylu “panie ziutku ma pan rozmienic?”

    Generalnie bony 1000x tak, ale prosimy o więcej budek conajmniej jedno miasteczko festivalowe więcej.

  48. m. Says:

    nad kartami na pewno muszą popracować. kumplowi zżarło 30pln.
    kolejki do tojów? i to mówią faceci? ja ani razu nie czekałem, wśród tojów najbliższych maina (te obok beat staga) były te zajebiaszcze pisuary, bardzo wygodnie sie lało, bez żadnych kolejek i nawet nie śmierdziało!; )
    a co do reszty to pozytywy tak przygniatają negatywy, że nie ma co narzekać: )

  49. Ag Says:

    @ noplacelikehome: no do cholery, laleczki same na tym openerze, czy co? Co do organizacji - zapewnić warunki dla 60 tys ludzi to jest sztuka. Warunki sanitarne? - to jest pole namiotowe, a nie Mariott! Hahaha, a pomoc medyczna nie pomoże na mózg: słońce ma to do siebie, że praży. Człowiek ma to do siebie, że może się sprażyć. Widziałam wielu raczków i sie zastanawiam,jak można sie do takiego stanu doprowadzić. Bardzo nam wszystkim przykro, że z powodu słońca, hałasu i zamieszania festiwalowicze nie wyspali się. Cisza nocna powinna obowiązywać. Tak.

  50. kaka Says:

    noplacelikehome:
    najpierw “ogolnie to wszedzie bylo czuc zapach trawki, ludzie w ogole sie z tym nie kryli Very Happy wielki + Very Happy” a pozniej:
    “a pozniej to juz zaczal sieee kult zielska, tekst w stylu ‘palcie zielsko’ wypowiedziany w 5 językach i sobie poszedlem. ŻAL.”
    no wlasnie:sam jestes Żal

  51. sciete Says:

    Byłam na open’erze kolejny raz i zauważam, że to nie jakość festivalu i sposób organizacji AŻ TAK DIAMETRALNIE się pogarsza, a nasze nastawienie. Jedyną rzecz, na którą narzekałam na polu to nie-płatne prysznice, ale ten problem też (o dziwo) udało mi się rozwiązać, za jedyne 3 zł. Zauważam, że to były tylko 4 dni, a nie cały miesiąc i wytrzymać w tych warunkach przez tak krótki okres czasu to nie jest raczej jakiś wielki wyczyn. Na syf w toi toiach nie mozna tak narzekać, bo i tak było, moim zdaniem, 100000 razy lepiej niż w tamtym roku.

    Osobiście na kolejki nie trafiałam, jedynie przy toitoiach koło tentu, i jeden jedyny raz przy wesołym frytykowozie po placebo. I nie wiem czy sprzyjało mi takie super szczęście, czy jako jedna z niewielu staram się nie wyolbrzymiać.

    Kultura osobista, to już raczej kwestia tego, na kogo przyjdzie nam trafić w kilku-dziesięciotysięcznym tłumie. Sama nie trafiłam na nikogo rzygającego, ani na nikogo srającego pod siebie. Co wiecej, jakaś uczciwa dziewczyna oddała mi, zgubiony w ferworze radości, telefon.

    Technicznie nie spisał się worldstage bo Buraka Som Sistema i Santogold byli dla mnie ledwie słyszalni.

    Najlepsze koncerty to na pewno Crystal Castles i niezaprzeczalnie wręcz White Lies. Spodobało mi się też M83, choć nigdy wcześniej nie słyszałam ich kawałków. Z sentymentu nie moge odmówić sobie zachwytu nad Alexem, pomimo tych cholernych awarii nagłośnienia. No i The Kooks, liceum mam już za sobą, a dalej ich uwielbiam. Lily taka sobie, ale po niej więcej się nie spodziewałam.

    Podsumowując: więcej luzu + do zobaczenia za rok!

  52. Open'erowicz Says:

    @ noplacelikehome
    Człowieku to jest festiwal PLENEROWY!!! Oni tworzą 60-tys. miasto z niczego! Czego ty się do cholery spodziewasz?! To twoje żalenie się na słońce palące w namiot to, ma się rozumieć, żart, bo chyba nie można być aż tak głupim, żeby winić za to organizatorów (brakuje, żebyś winił ich za swoją odparzoną pupcię). Widać, że twoja ksywka nie przez przypadek - chyba pierwszy raz w życiu spałeś pod namiotem (a może nawet poza domem?). Aha - 6 zł za piwo to dużo? To znajdź mi w centrum miasta w sezonie tańsze panie ekonomisto! Nie kumasz, że oni przy bonach równają w górę? (Przecież 1 bon to już byłby damping) Punkty medyczne obsysają, bo “nie mają kremików”?!?!?!? A może jeszcze pieluszki i zasypke?! Jak jesteś w domu i się spalisz to też wzywasz karetkę? (Już wiadomo dlaczego takie cyrki w ratownictwie medycznym w Polsce). Te punkty są do nagłych przypadków, a nie żeby obsługiwać niedorajdy, które nie wiedzą, że lipcowe słońce jest szkodliwe! (A poza tym kremy tam były tylko się skończyły) Podsumowując - mniej cholernych malkontentów, a festiwal (i świat, a co tam…) będzie lepszy. Howgh!

  53. Gustaw Says:

    Brawo Openerowicz.

    Dla mnie, siedemnastolatka, uzbieranie 340zł jest problemem. Mimo to nie życzę sobie za te pieniądze kawioru, basenu i szlafroków. Wiem jak wyglądają koncerty i wiem że będzie tam 60tyś ludzi- RÓŻNYCH (tzn. pijących, palących, miłych i tych mniej). Ktoś tu pisał że nie życzy sobie aby podczas słuchania muzyki ktoś przechodził koło niego z piwem narażając go na zmoczenie jego odzienia. Audiofilu (że tak brzydko powiem), kup sobie za 340zł słuchawki, usiądź na kanapie i posłuchaj muzyki. Albo idź do filharmonii, tam się słucha. Na koncertach człowiek ma się bawić, uprawiać swego rodzaju seks z zespołem będącym na scenie. Nie każe Ci skakać, ale proszę- nie miej pretensji o to że dużo ludzi różnie interpretuje słowo ‘zabawa’, bądź też ‘340złotych’.

  54. Waldek Says:

    Gustaw-no comment.Mało wiesz ale życzę optymizmu.Chyba nie wiesz jak wyglądał Jarocin w 1983.4,Readind 1992,1993 i Nirvana w błocie, oraz Glastonbury i OXEGEN oraz Sonar-więc nie wysyłaj mie do filharmoni i do słuchawek.I nie jestem audiofilem.
    Trzymaj się,jak cie ktoś w 2010 na openerze poleje piwem to…co wtedy powiesz?

  55. noplacelikehome Says:

    sory, gdzie napisalem ze za slonce grzejace w namiot winie organizatorow? Jako jeden z nielicznych na tym festiwalu nie mialem oparzonej ‘pupci’. Po prostu troche sie wkurzylem kiedy zapytalem sie w punkcie o cos na oparzenia sloneczne dla mojej kolezanki a Pan lekarz wesolo mi odpowiedzial ze ma tylko kremik na bąbelki.
    czytając Wasze przed festiwalowe komentarze spodziewalem sie czegos duzo lepszego..
    a co do trawki, nic nie mam do osob ktore palą ale bardzo irytuje mnie fakt, kiedy ludziee namawiają do tego innych, zapach trawki jest mily, podobalo mi sie ze nikt sie z tym nie kryje.. ale darcie ryjaa z maina ‘palcie ziele’ naprawde do mnie nie trafia. I te teksty o legalizacji. Po co ta legalizacja skoro i tak trawa jest ogolnodostepna.
    Fakt, jestem wygodny i trudno mi dogodzic. Wyrazilem swoje zdanie i nie macie prawa mnie za to krytykowac. Ktos pisal o odbiorzee muzyki i zostal odrazu pojechany. Ja tez przyjechalem tam posluchac muzyki a nie darcia ryjaa innych osob. Kolejny raz przekonalem sie zee Polacy nie mają za grosz kultury, o brytyjczykach juz nie wspomne.

  56. sciete Says:

    @Waldek

    Moją koleżankę ktoś polał piwem, prosto w cycki- dwa razy w ten sam dzień. spontanicznie sobie “kurwneła” i poszła się dalej bawić. I jesli wiesz jak wyglądał Jarocin w ‘83, to może czas zauważyć, że (jakie to banalne) czasy sie zmieniają i (ochachech) młodzież chamieje.

  57. Piotr K. Says:

    @ Gustaw & sciete
    Waldek wspominał o piwie w kontekście poprzednich edycji. ja bylem na trzech poprzednich. w tym roku sobie odpuscilem ze wzgledu na obsade. ale, o ile dobrze rouzmiem Waldka, zal mu, ze zwyczaj z poprzednihc edycji (ktory na edycji ‘08 sie zalamal) odszedl w niepamiec - mianowicie poza strefe gastro nie mozna bylo wyjsc z kubkiem. co oznaczalo, ze teren festiwalu nie byl zawalony plastikiem i nikomu nie grozilo oblanie (czego ja osobiscie ninawidze, bo nie cierpie smrodu piwa i nie zycze sobie, zeby jakis debil, ktory wpadl na genialny pomysl, by z piwskiem przepychac sie przez tlum na koncercie, wyleawal to piwsko na mnie - jak chce zlopac, niech zostanie przy ladzie).
    i codzi tu o zwykle zasady wspolzycia - sa kosze na smieci, to staramy sie z nich korzystac itd. tak wiem, zaraz bedzie o wolnosci itd. a ja mma juz troche dosyc egoistow, ktorzy swoja zabawe stawiaja ponad wszystko

  58. frost Says:

    na wyjściu z gastro były spore tablice z zakazem wnoszenia piwa. widocznie nie dość spore :A
    także wszyscy polani mają tą satysfakcję, że winowajcy (piwowajcy?) działali bardzo wbrew prawu ;)

  59. Rafaello Says:

    A ja sobie mieszkałem z dala od Gdyni, na pieknej, słonecznej plaży, przez 4 dni na zmianę wyznaczaliśmy jednego “chętnego” do kierowania, przyjeżdżalismy tylko na “wybrańców” m.in. KOL, WL i nie musielismy korzystać z kolejkowej gastronomii, toalet, oraz problemowych wjazdów i wyjazdów, więc nie mam na co narzekać ( no może poza nagłosnieniem).
    Więc HOF był na 99% przyjemnym wydarzeniem.
    Pozdrówka dla uczestników ;-)

  60. patoola Says:

    “noplacelikehome: napisałeś “Ktos pisal o odbiorzee muzyki i zostal odrazu pojechany. Ja tez przyjechalem tam posluchac muzyki a nie darcia ryjaa innych osob. Kolejny raz przekonalem sie zee Polacy nie mają za grosz kultury, o brytyjczykach juz nie wspomne.”

    hehehe i dlatego właśnie u nas i u brytyjczyków jest najlepsza publiczność, która sprawia, że artystom chce się dla nas grać i buźki im się cieszą i wogóle jest pięknie ;) a brytole to mają o wiele gorsze zwyczaje od nas, bo oblewanie piwem u nich nie jest przypadkowe, ale z premedytacją, po prostu uwielbiają kiedy połowa ich plastikowego kufla ląduje na głowach dalszych sąsiadów :/ to jest przesada. Ale “darcie ryja”, tańce i podskoki to przecież najlepsza rzecz na koncercie! A takie niemieckie gigi gdzie ludzie stoją w półmetrowych odstępach i ani mru mru bo im głupio (i jeszcze z zatyczkami do uszu przychodzą LOL ) to nieporozumienie!

  61. zombek Says:

    Moje 103 grosze:
    to już był mój 4 festiwal więc pewnie spojrzenie troszkę inne i założenia koncertowe inne niż wcześniej.
    zawsze i wciąż był to karnet z polem namiotowym i zawsze były z tym przeboje - taka karma.
    Na teren parkingu udało nam się wjechać w czwartek około 20.
    Dobrze, że miałem sygnały, o panach z ochrony zaglądających do bagażnika ( to była nowość) torbę ze “szklanymi” zakupami upchnęliśmy głębiej.
    Po piwku z okazji sukcesu i dojazdu postanowiliśmy rozbić namiot i tu kolejna nowość czyli namiot rozbity prawie na namiocie i niemiłosierny tłok.
    O tej godzinie już niestety nikt z organizatorów nie wskazywał gdzie się trzeba rozbić :/
    Wywaliło nas na koniec “pola b” tuż przy przejściu na “pole c” gdzie “rubaszna ochrona” informowała, ze pole C może otworzą rano, jak chcemy to możemy poszukać organizatorów ale oni pewnie się już bawią i pija i mają nas w dupie więc trzeba spróbować rano… fajna refleksja.
    Rozbilismy się więc wzdłuż płotu na jakichś krzakach.
    Rano okazało się, że być może otworzą pole C około 9 ale będą wpuszczać po kilka namiotów i ugniatać. Jak się potem okazało krzaki mogłyby dostać nazwę “Kleszczowisko” na sobie złapaliśmy 2 kleszcze inni też narzekali.
    Ostatecznie namiotu nie przestawialiśmy i drzemaliśmy na matach w okolicach samochodu.
    Tyle wstępu.

    Jeszcze jedna rzecz organizacyjna - pozostałem przy bonach, po alkoholu nie wierzę w plastik i lubię wiedzieć ile mam i ile wydaję. Było to strzałem w 10 ponieważ “plastikowe” kolejki były zdecydowanie dłuższe.

    W czwartek udało nam się wejść na Basement Jaxx i dobrze - rozładowali naszą złość w 100% i zamienili na taneczny ogień - fajowy występ i dobra zabawa mimo, że nie jestem ich wielkim fanem.

    Piątek - oczywiście wielkie obietnice, że wyjdziemy na wcześniejsze koncerty skończyły się na parkingu i drinku drinku drinku
    Dotarliśmy na 20:30 na scenę World - uff od strony pola to najdalsza scena. A na scenie “Wieśniaki z Warszawy” - super koncert, super nagłośnie i klimat. Szkoda tylko, że nie mieli Dj’a. Potem trochę czasu na zwiedzanie. Początek koncertu Duffy z końca namiotu i ruszyliśmy pod główną scenę. Koncert Moby’ego to tak jak wizyta w supermarkecie albo jazda windą - kawałki się zna, pogwizduje ale wogóle się do nich nie przywiązuje - więc wsiedliśmy do tej windy na godzinę i poszliśmy do namiotu na Crystal Castles. A tu … nie wiem jak to określić, dopóki nie pojawiał się wokal było fajnie …. tyle na ten temat chyba wystarczy

    Sobota - tutaj pierwszy raz w historii festiwalu udało mi się zdążyć na 1 koncert na głownej Słońce praży, ludzie się wygrzewają a na scenie Izrael. Bardzo pozytywny koncert na rozpoczęcie długiego i intensywnego dnia. Po koncercie przemieszczenie się na dziadków z Madness i tutaj ogień. Super koncert pozytywna zabawa deszcz… Chwila odpoczynku, piwko i Q-TIP. !!! SUPER SUPER SUPER. Kawałki z ostatniej płyty, przeplatane ATCQ. Bajka - tego potrzebowałem, fajna publika - gitarowcy pobiegli na Pattona. No i ukoronowanie dnia Pendulum - dobra koncert, ale bez dużych emocji, gdzieś się gubił dźwięk. Ale ogólnie na plus.

    Niedziela - na szczęście Buraki nie dojechały i w niedziele otworzyli scenę World, z której nie ruszałem się do końca. Buraka super energia pozytywny koncert. Po nich Santigold mocno na początku i końcu ale środek jakiś taki nudny. I teraz co najważniejsze - super koncert - GADAJĄCA TYKWA … Rozwalili mnie, wszyscy pobiegli na KOL i została garstka ludzi na początku. A chłopaki dawali z siebie wszystko, taki trans folkowy. A piosenka “Taniec św Wita” to już pogrom. Publika zaczęła się zapełniać i wszyscy pląsali. powoli się ściemniło, ludzi przybyło i wyszła JAZZANOVA. Cudowny koncert, wprost cudowny. No i na koniec Prodiż. Niestety nie było to takie uderzenie jak Chemical rok wcześniej ale sympatyczne zamknięcie.

    Oczywiście jak od 2 lat mówię, że już raczej nie pojadę… czas pokaże…

Leave a Comment