Podsumowania słów kilka

fotografia za: opener.pl
.
Ha! Ależ teatralnie wyglądało BOO z poprzednią notką jako ostatnią. Minął ponad tydzień od Open’era, był czas żeby ochłonąć, pewne rzeczy na chłodno przemyśleć, poukładać wspomnienia, nie tylko te koncertowe. Pochwalcie się, kto się na Open’erze zakochał?
Line-up tegorocznego festiwalu nie był przyjmowany szczególnie gorąco, tym bardziej cieszy zatem, jak wiele osób wróciło z Gdyni szczerze uradowanych, często głosząc, że skład na papierze wyglądał dla nich średnio, zaś na miejscu było świetnie. Faktycznie, bardzo wielu artystów spełniło pokładane w nich nadzieje organizatorów i dało wyśmienite koncerty, często pozytywnie zaskakując publiczność.
Oczywiście, nie ma absolutnie szans, by każdy występ zadowolił każdego widza, ale pod względem koncertowym ta edycja trzymała się naprawdę mocno. Cieszy zwłaszcza to, że po bardziej komercyjnej i wychylonej w kierunku tzw. indie-rocka edycji 2009, Open’er znów postawił na różnorodność. Tak szerokiego muzycznego wyboru na tym festiwalu jeszcze nie było.
Nie oznacza to, że publika padła na kolana przed wszystkimi wykonawcami. Dla wielu np. największą klapą był Fatboy Slim – oczywiście niektórzy rozczarowali się dlatego, że nie zajrzeli do naszej zakładki o gwiazdach i oczekiwali występu live, podczas gdy Norman Cook daje przecież wyłącznie DJ sety. Ale i ci, którzy wiedzieli, że main stage zamknie w tym roku set didżejski, często wychodzili rozczarowani. Monotonia, techniczne wpadki, całość przydługa i tylko momentami porywająca. Mimo to i tak tłumy tańczyły pod mainem przez całe 2 godziny występu Fatboya, więc bardzo wielu osobom musiało się podobać.
Ale z drugiej strony kto poza wiernymi fanami stawiał na to, jakie cuda będą się działy w namiocie podczas występu Reginy Spektor? Kto spodziewał się, że Skin w tak brawurowy sposób poderwie tłumy pod mainem? Ile osób poszło na Grace Jones z ciekawości, by wyjść zdumionymi, że okazała się być nie zdziwaczałą starą diwą, a żywiołową szamanką?
Na festiwalach nie uniknie się zarówno miłych zaskoczeń, jak i rozczarowań. A przecież i tak u każdego widza ta siatka odbioru koncertów jest inna, ktoś wyszedł znudzony z występu, który potem w internecie chwaliły tłumy, a ktoś z kolei szaleńczo bawił się pod sceną na koncercie, odbieranym jako przeciętny czy przewidywalny. To niby banały, ale warto przypomnieć, że dla każdego Open’er jest własnym, osobistym przeżyciem i każdy sam wypełnia go własną treścią, zaś plakat to tylko pewne ramy, w których się odbywa.

fotografia za: opener.pl
.
Strona artystyczna jako całość dała zatem radę, pytanie co z organizacją? Tutaj pewna doza ambiwalencji. Teren festiwalu, mocno odmieniony, przyjął podobną liczbę użytkowników jak rok temu, a jednocześnie dzięki tym modyfikacjom kolejek było znacznie mniej, zrobiło się luźniej i przestrzenniej. Cena, jaką przyszło za to widzom zapłacić, czyli długie wędrówki ze sceny głównej na namiotową i odwrotnie, dla wielu była jednak wysoka. Niektórzy chętnie się na nią zgodzili, inni marudzą do dziś.
Ocenianie organizacji wypadałoby zresztą podzielić… czasowo. W czwartek nawaliło mnóstwo rzeczy – twierdzenie, że wystąpił nadmiar ludzi na bramkach we wczesnych godzinach wieczornych, nie wyczerpuje istoty problemu, do którego dokładała się niesprawna komunikacja zbiorowa, korki czy ochrona niepoczuwająca się do jakiegokolwiek działania, które mogłoby złagodzić narastający kryzys. Odważna decyzja o wpuszczeniu ludzi bez opasek była z pewnością słuszna, ale niesmak pozostał – zbyt wiele szczegółów nie grało tego dnia właściwie, by twierdzić, że organizacyjnie czwartek wylądował na minusie wyłącznie dlatego, że fani Pearl Jam nie posłuchali wielomiesięcznych wezwań organizatorów (czy naszych) i przyjechali zbyt późno.
Minął jednak kolejny dzień i nagle komunikacja zbiorowa zaczęła działać znacznie sprawniej, do żadnych ekscesów na bramkach nie dochodziło i można było bez zbędnych nerwów cieszyć się festiwalem. Znów poprawiła się też organizacja transportu powrotnego, zarówno po stronie autobusów, jak i SKM, jeżdżącej często i regularnie przez całą noc.
Skoro w jednych kwestiach mogło się w porównaniu do ubiegłych edycji zmieniać na lepsze, można pewnie liczyć, że organizacyjne niedopatrzenia z 2010 roku także zostaną naprawione przy następnym Open’erze. Warto też docenić różne, niby „małe” kwestie, które czasem uciekają percepcji między występami gwiazd – jak np. fantastyczną nową oprawę świetlną na main stage czy wzrost różnorodności oferty miasteczek festiwalowych, która z roku na rok coraz bardziej oddala się od motywu „zjedz kiełbachę i wypij piwo”.
Ale nie tylko o żywieniowe kwestie chodzi, także o stoiska z ubraniami, ozdobami czy muzyką i dodatkowe aktywności w różnych strefach (choć H. osobiście miał diabelną ochotę wystrzelać panów od Tic-Taca, tych od beatboksu koło miasteczka nr 2. Ktoś z Was też?). To są często powolne, delikatne zmiany, dlatego mogą widzom umykać, ale osiągnięty w tym roku poziom naprawdę może cieszyć. Choć oczywiście za rok… „Chcemy więcej! Chcemy więcej!” Planujemy, w oparciu o zarówno własne, jak i Wasze doświadczenia, stworzyć w przyszłym roku małą listę polecanych miejsc.
„Chcemy więcej!” oczywiście wyśmienicie nadaje się na hasło przyświecające organizacji kolejnego Open’era, tym razem jego jubileuszowej, dziesiątej edycji. Nie należy oczywiście oczekiwać cudów – jubileusz czy nie jubileusz, realia nie przestają obowiązywać. Czeka nas teraz kilka miesięcy oczekiwania zanim usłyszymy o pierwszych gwiazdach (negocjacje już trwają), ale jeszcze jedno zdanie na temat świeżo minionej edycji:
Miło było zobaczyć Was tak uśmiechniętych!
No. Co do BOO, to cóż, przez parę miesięcy w teorii niewiele będziemy mieli do roboty. Zastanawialiśmy się nad czasową zmianą formuły na serwis piszący o hodowli zwierząt futerkowych, ale w wyniku głosowania wyszło, że i w tym roku zajmiemy się polecaniem koncertowych wydarzeń w naszym kraju i okolicy. Tyle się dzieje! Aż żal byłoby o tym nie napisać, więc zaglądajcie!
P.S. Z okazji 14 lipca życzymy wszystkiego najlepszego całej Francji! Życzymy sobie też jakichś francuskich artystów na kolejnym Open’erze, bo ostatni francuski występ (M83) wspominamy do dziś!
lipiec 14th, 2010 at 15:30
było pięknie. Do zobaczenia za rok!
lipiec 14th, 2010 at 15:37
po raz n-ty… bede!
do zobaczenia na (prawie) zielonej muzycznej trawie !
lipiec 14th, 2010 at 15:48
ta tic-tac stage (jak ochrzciłyśmy ją z przyjaciółką) to epic fail.
ze stoisk miasteczkowych wygrywa vege. generalnie było cudownie:)
hit z poopenerowego programu alternatywnego (nie pamiętam tego słowo w słowo):
szydło: bla bla bla, nie można zrzucić tylko na dojeżdżających za późno fanów pearl jamu czwartkowego bałaganu, opasek zabrakło…
zioło: … NIE.
high five
lipiec 14th, 2010 at 15:50
H., Twoją twórczość czyta się wspaniale!
Festiwal nieprzeciętnie piękny, nawet nie próbuję stwarzać rankingów, każdy koncert, na którym byłam to niepowtarzalne doznania,emocje, ach, tyle czekania teraz na kolejny rok,ale jednak warto…
I tak, panowie od beat boksu z Tic Taca byli hm..niezwykle osobliwi, szczególnie, gdy ‘zapodali’ swój remiks “Ale urwał!”. Nie wiem, jak to opisać nawet.. ;P
lipiec 14th, 2010 at 16:03
Największa szkoda tylko, że jubileuszowy Open’er będzie powierzchniowo mniejszy, “dzięki” przekwalifikowaniu lotniska z wojskowego na komercyjne… Ale na takie smuty chyba jeszcze za wcześnie
lipiec 14th, 2010 at 16:11
Brawo braciak! Bardzo ładnie napisałeś. Masz platonicznego buziaka :*
Z tym terenem pod lotnisko to prawda?
lipiec 14th, 2010 at 16:13
Do ostatniego momentu nie bylem pewien czy uczestnieczyc w tegorocznym openerze. Malo ktory wykonawca tak naprawde interesowal mnie wczesniej, calosc jednak jakos wspolgrala i ostatecznie pod presja znajomych zdecydowalem sie. Teraz nie zaluje swojej decyzji, w czyms tak wielkim i pieknym warto uczestniczyc chocby dla samego “eventu”.
A co do panow z tic-taca, nic do nich nie mam, chyba nie chodzilo o to zeby skupic wokol siebie mnostwo ludzi. Wazne, ze kazdy kto tamtedy przechodzil mogl cos zobaczyc, niektorych to faktycznie ciekawilo, innych zupelnie nie, nikt nie zostawal tam na dluzej (mi raz sie udalo trafic na tanczacego japonskiego b-boya) tak jak zwykle w innych punktach ; ))
lipiec 14th, 2010 at 16:13
przecinek po nawiasie ;D
lipiec 14th, 2010 at 16:30
Niech Pan MZ zrobi cos aby samo oczekiwanie na openera bylo bardziej wciagajace. Proponuje zorganizowanie kilku konkursow wymagajacych kreatywnosci i zaangazowania, jakis konkurs dlugoterminowy itp… No i chcialbym aby strona festiwalu sie troche podrasowala bo wyglada dosc przestarzale
lipiec 14th, 2010 at 17:12
Niestety się nie zakochałem ;/
No może platonicznie w uśmiechu Reginy S.
lipiec 14th, 2010 at 18:00
Ja się zakochałam w Openerze!:) To był mój pierwszy raz! I nie żałuję…
lipiec 14th, 2010 at 18:27
Tak po przemyśleniu sobie tegorocznej edycji doszedłem do wniosku, że przypasiła mi bardziej od zeszłorocznej :D.
“Tic-tac stage = epic fail”…lepiej bym tego nie ujął. Chociaż pierwszego dnia robili nawet fajne koszulki “szprejami”. Drugim epic failem były “łup łup” namioty koło Alter Space`u, które w dużym stopniu uniemożliwiały spokojne wsłuchiwanie się w dźwięki Jacaszka.
Zapomniałem też podziękować wszystkim, którzy wspominali stanowisko vege - w tym roku się udałem i jest to zdecydowanie najlepsze miejsce z żarciem na całym terenie festiwalowym. A z żarciem też było w tym roku kilka zabawnych sytuacji - choćby pani jedząca “coś” z grilla, po chwili dodając: “Jak to wygląda!? Jak Toi-toi!”. Stanowczo odradzam zapiekankę makaronową w Mega Zapiekankach i jedzenie kebaba z sosem czosnkowym o 5 rano na polu namiotowym spoglądając na pozytywne różowe kartofelki.
Publicznie również oświadczam, że dałem ciała, że nie stawiłem się na spotkaniu BOO w trakcie festiwalu, choć byłem w tym czasie wolny. Obiecuję poprawę na przyszły rok.
A co do zakochiwania…zakochałem się kilkadziesiąt razy. Boże, Polki są przepiękne. Gorąco pozdrawiam wszystkie przedstawicielki płci pięknej na tym forum!
lipiec 14th, 2010 at 20:11
Jak ja uwielbiam czytać Twoje notki, H.!
“Pochwalcie się, kto się na Open’erze zakochał?” - hmm, może nie można jeszcze tego tak nazwać, ale coś w tym stylu. :p
A propos line-upu i wcześniejszego jęczenia wielu (w tym czasem i mnie) na skład zespołów na tegorocznym HOFie: tak, zgadzam się, że mimo tego, że na papierze takie np. Kings of Convenience wyglądało dla mnie baaardzo marnie, to z koncertu wyszłam naładowana pozytywną energią (niestety, tu nastąpił jeden z moich open’erowych błędów: wyszłam z KOC i poszłam na męczących The Hives…).
Co do Fatboy’a… Mhm, czego innego się spodziewałam. Zupełnie. Bardziej liczyłam na coś z mniejszą, hmm, ilością beatów.
Co do zmiany miejsca Tenta: z punktu widzenia organizatorów jest to faktycznie decyzja wyśmienita, bo faktycznie tłumów i kolejek się na tej trasie nie stwierdzało. Zaś z naszego punktu widzenia… No cóż, trzeba było trochę się nałazić.
Chociaż i tak, czytając tutaj przed Opkiem Wasze opinie, spodziewałam się czegoś znacznie gorszego… Tak więc moim zdaniem chyba już nie warto zmieniać rozmieszczenia scen.
“ochrona niepoczuwająca się do jakiegokolwiek działania, które mogłoby złagodzić narastający kryzys” - niektórzy panowie z ochrony byli po prostu głupimi, niemyślącymi bubkami i sami powodowali te kryzysy… Ot, chociażby sytuacja z poniedziałku, kiedy przez grubo ponad godzinę próbowaliśmy wyjechać z terenu parkingu pola namiotowego. Ustawieni w najdłuższej - głównej - kolejce samochodów grzecznie czekaliśmy na swoją kolej do odjazdu, gdy po jakimś czasie zobaczyliśmy, że utworzyły się jeszcze dwie, małe kolejki. A co z tym robili panowie zarządzający ruchem? Puszczali po tyle samo aut z tych trzech ogonków, przekonując nas, że właśnie rozładowują powstały korek. Gówno prawda, że się wyrażę. Oczywiste było, że te dwie dodatkowe kolejki nie zmniejszą się i nie znikną, a ciągle będą do nich podjeżdżać nowe samochody. Ale nie, ci panowie uważali inaczej i dzięki nim piekliśmy się w samochodzie tyle, ile się piekliśmy, coraz bardziej się denerwując.
“choć H. osobiście miał diabelną ochotę wystrzelać panów od Tic-Taca, tych od beatboksu koło miasteczka nr 2. Ktoś z Was też?” - tak, tak! Plus dochodziła do tego scena z tą nocną elektroniczną muzyką, nie pamiętam, jak się ona nazywała. Najbardziej wkurzała ona w nocy, gdy na pole namiotowe przez cały czas dochodziły odgłosy łup-łup-łup-łup-łup zapętlone w nieskończoność… Okropność, te obie ’sceny’ powinny być oddalone jak najdalej od głównego terenu festiwalu.
“Miło było zobaczyć Was tak uśmiechniętych!” - cholera, trudno było nie być uśmiechniętą, gdy łaziło się po terenie tak zajebistego festiwalu!
A teraz… A teraz następuje kolejny rok oczekiwania na Open’era. ROK! To straszne. Choć mam cichą nadzieję, że czas ten minie szybko i Ziółek w grudniu znowu rzuci jakąś elektryzującą mnie nazwą zespołu, tak jak w tym roku zrobił z Pearl Jam.
Aaa, będąc w temacie PJ: miał być bootleg, a jak na razie cisza. Ktoś się orientuje, co i jak? Bo nawet na ich oficjalnej stronie są teraz same zdjęcia…
Hm, wywód chyba skończony, rozpisałam się. ^^
lipiec 14th, 2010 at 20:13
korekta do mojego posta: “Plus dochodziła do tego scena z tą nocną elektroniczną muzyką” - *mocną. ;p
lipiec 14th, 2010 at 21:18
ja się zakochałam w Alison Mosshart <3 ale niestety bez wzajemności
lipiec 14th, 2010 at 21:19
do zobaczenia za rok!!! było naprawdę fantastycznie
ta festiwalowa atmosfera jest niesamowita
lipiec 14th, 2010 at 21:32
Ooo ja bym chciała jeszcze napisać, że nie mogłam przebywać w namiocie alter space(chyba!) Te kadzidełka doprowadzały mnie do płaczu a była tam taka pyszna lemoniada!
lipiec 14th, 2010 at 21:35
@eMjey: z produkcji takie info wyszło podczas HOF’10, z dwóch niezależnych źródeł. Proces zmiany rodzaju lotniska zaczyna się na poważnie, ale patrząc na wcześniejsze kłótnie trójmiejskich włodarzy, może uda się przetrwać choćby jubileuszową edycję (czego wszystkim, i sobie, życzę). Jedno jest pewne: powoli kończy się era wielkiego Opener’a w Babich Dołach/Kosakowie… Ciekawym, co dalej?
lipiec 14th, 2010 at 21:48
ej, będzie ziółek podsumowywał w trójce?
lipiec 14th, 2010 at 22:00
według mnie pochwały należą się dla Gorillaz Sound System. Różne opinie o tym występie się pojawiają, ale fakt, że w wyniku dzikiego tańca miałem całe odzienie mokre, a owacje i nawoływania do bisu trwały dłużej niż przeciętnie - świadczy o czymś. Dla mnie świetna rzecz.
No i The Dead Weather. To zgaszenie świateł, zejście zespołu ze sceny, zielone ekrany i techniczny na deskach - wszystko świadczące o zakończeniu koncertu, a potem ponowne wstąpienie składu i rozpieprzenie publiki strzałami w dziesiątkę (m.in. Treat Me Like Your Mother) było czymś niesamowitym, zaskakującym i znacząco budującym atmosferę!
lipiec 14th, 2010 at 22:24
kiedy będą jakieś linki do galerii openerowych?
lipiec 14th, 2010 at 23:32
@lynxlynx
Mnie się akurat GSS wogóle nie podobał. Monotonne nawalanie w perkusje do mało błyskotliwych i nie porywających wizualizacji, a kawałków Gorillaz było tyle co kot napłakał.
“a owacje i nawoływania do bisu trwały dłużej niż przeciętnie - świadczy o czymś” - trwały dłużej niż przeciętnie bo…nie było bisu, który by je uciszył ;), za co panowie z GSS zgarnęli soczyste gwizdy i buczenie (wg mnie chamskie i niepotrzebne).
lipiec 15th, 2010 at 09:12
Odczepcie się od Fatboya! Jak można zarzucać dj setowi, zwłaszcza będącemu ostatnim występem festiwalu (!!), że jest za długi?? Niektórzy didżeje walą po cztery godziny, jak np. The Strike Boys na Openerze w 2007 r. - kto nie był, niech żałuje! Monotonia? Za dużo beatu? A czego się spodziewaliście po tzw. “techniawce”? Zresztą Fatboy i tak podczas seta zmieniał style, co takiemu np. Richie Hawtinowi robić nie wypada. Chcecie wiedzieć co to monotonia, jedźcie na Audioriver. Warto też dodać, że na całym tegorocznym Heinekenie Fatboy Slim jako jeden z nielicznych wykonawców korzystał z wizualizacji - motyw z psychodelicznym Iggy Popem - rewelacyjny!
Pod względem logistyki festiwal dał radę, a raczej to moja własna logistyka przezwyciężyła niedociągnięcia Openera
Warto wspomnieć o fajnym rozwiązaniu na drugim końcu festiwalu, od strony Kosakowa. Nie każdy o tym wie, ale dla fanów przekraczających bramę od ul. Wiejskiej przygotowane były autobusy, które przejeżdżając wzdłuż obszernego parkingu, dowoziły pod samo wejście.
I jeszcze jedno. Całe szczęście, że za rok w okresie Openera nie będzie już żadnych wyborów. Od tej całej politycznej agitacji, by wziąć to pieprzone zaświadczenie, można się było po prostu wyrzygać. Chociaż, kto wie? Za rok wybory do sejmu, więc może znowu organizatorzy w “trosce o dobro obywateli” łaskawie przypomną nam, by np. schować babci dowód?
lipiec 15th, 2010 at 09:17
Jak można? Gdy set jest nudny, to myślę, że właśnie wtedy. Mam się cieszyć, że korzystał z wizuali i laserów? Super, ale dla mnie mógłby nie korzystać, a zrobić spójnego, mocnego seta bez wpadek i przedłużających się niepotrzebnie powtarzalnych motywów. I nie porównuj electro-house’u z setu Fatboya do minimali Hawtina, przecież to zupełnie różna estetyka.
A jak Ci nie pasowały wezwania, by wziąć zaświadczenie, to wystarczyło… go nie brać. Zaś wyborów w trakcie Open’era w najbliższych latach zwyczajnie nie będzie, więc nie wiem, po co to pitolenie. Zwłaszcza, że organizatorzy nie opowiadali się po żadnej ze stron, jak tu sugerujesz.
lipiec 15th, 2010 at 09:49
Fatboy possał po całości, szczególnie w porównaniu do ostatecznego pierdolnięcia Chemical Brothers czy słabszego-ale-dalej-mocnego Prodigy
lipiec 15th, 2010 at 10:38
http://bonomuza.blogspot.com/
Moje wspomnienia z tegorocznego Openera.
Wieczorem wrzuce jeszcze podusmowanie niedzieli
Milej lektury
lipiec 15th, 2010 at 11:04
No, Chemsi i LCD Soundsystem to były zamknięcia! Ja w tym roku sobie poszłam z Fatboya, w czerwonym namiocie był strasznie fajny set
lipiec 15th, 2010 at 11:05
Nie spodziewałem się niczego wielkiego po Fatboyu ale i tak mnie zawiódł. Lasery były fajne, wizualizacje (niektóre, bo spora część była lekko czerstwa) też, ale był po prostu nudny. Tak, wiem, dużo ludzi się bawiło. Ale na Prodigy czy na Chemical Brothers bawiło się duuuuuuużo więcej osób i zostawali do końca, a set Fatboya po prostu się nudził.
lipiec 15th, 2010 at 11:06
w jack’u wu, ooo tak.
lipiec 15th, 2010 at 11:14
ogólnie od kilku lat widać odejście open’era od elektronicznych klimatów, a tanecznych już w szczególności (2008 wśród headlinerów Chemical Bros i Massive, 2009 - tylko Prodigy, teraz tylko Massive). elektronika raczej teraz będzie skupiała się przy Selectorze. ten rok to także skręt od indie do starszego i bardziej ambitnego (dyskusyjne, wiem) rocka. mam nadzieję, że tendencja się utrzyma.
i czekam, może kiedyś ostatni slot na scenie głównej także nie będzie electropopem, czy audiowizualnym cyrkiem (typu EotS), a czymś naprawdę mięsistym i z jajami. bo taka Skin to się w tym roku marnowała przed zachodem…
lipiec 15th, 2010 at 11:49
polscy artysci podani na CLMF
lipiec 15th, 2010 at 11:51
gdzie?
lipiec 15th, 2010 at 13:07
na oficjalnej stronie Coke
lipiec 15th, 2010 at 13:51
może mi ktoś powiedzieć, o której muzycy Yeasayer pojawili się w Signing Tencie i gdzie było to ogłoszone? dzięki
lipiec 15th, 2010 at 16:59
nie było Yeasayer w Signing Tencie.
lipiec 15th, 2010 at 17:27
Tic-taki zdecydowanie denerwowały.
lipiec 15th, 2010 at 18:00
Lolek,
ale chyba lepiej, żeby występy grane „na pożegnanie” były „za długie”, niż „za krótkie”, zwłaszcza kiedy ma się perspektywę pakowania manatek i powrotu domu, co nie?
A porównania z Hawtinem nie było, chodziło jedynie o to, że i jednemu i drugiemu można postawić zarzut, że grają monotonnie. Tylko – co to za zarzut do elektronicznego seta? To tak, jakby zarzucić wokaliście death-metalowemu, że drze papę do mikrofonu.
“A jak Ci nie pasowały wezwania, by wziąć zaświadczenie, to wystarczyło… go nie brać. Zaś wyborów w trakcie Open’era w najbliższych latach zwyczajnie nie będzie, więc nie wiem, po co to pitolenie. Zwłaszcza, że organizatorzy nie opowiadali się po żadnej ze stron, jak tu sugerujesz.”
Tak, jasne. A jak się nie podoba line-up, to nie jedź na Openera i nie komentuj. To dość powszechna argumentacja. Ale na jeden komentarz sobie jeszcze pozwolę. Owszem, organizatorzy nie opowiadali się wprost po żadnej ze stron, ale namawiali by brać udział w całym tym wyborczym cyrku. I robili to usilnie, nie informując, ale, jak to właśnie napisałeś, „wzywając” do głosowania, tak jakby nie wiadomo co się stać miało wielkiego, gdyby młodzież te wybory olała (choć można się domyślać, czego niektórzy się obawiali). I to właśnie zaangażowanie w politykę, ta cała nachalność, była obrzydliwa. Muzyka to ma być bunt, anarchia, sprzeciw i nieufność wobec rządu i politycznego establishmentu. Tak przynajmniej było kiedyś na rockowych festiwalach; dziś widzę, że to się niestety zmieniło. Na takim np. Woodstocku, który był kiedyś symbolem buntu, Owsiak – ten sam, który wołał „róbta co chceta” – dzisiaj zwołuje zramolałych dziadów, odgrywających autorytety, którzy pouczają nas, jak mamy postępować. Na Openerze podobnie. Z jednej strony fajna rzecz – organizacje pozarządowe, które zachęcają do aktywności i działań obywatelskich, ale takich właśnie, które są niezależne od rządu albo nawet wbrew rządowi. I tu nagle wyrasta organizacja „Masz głos, masz wybór”. Jaki, kurwa, wybór? Między PO, a PiS? Dziękuję bardzo za taką alternatywę, ale wolę posłuchać muzyki.
lipiec 15th, 2010 at 18:53
“to ma być bunt, anarchia, sprzeciw i nieufność wobec rządu i politycznego establishmentu.”
Chyba pomyliłeś festy koleś
Dla upamiętnienia swojego obrzydzenia do nawoływania do głosowania trzeba było się przykuć łańcuchami do jakiegoś ogrodzenia… tylko jak najdalej od Kosakowa
lipiec 15th, 2010 at 19:17
Narzekać nie będę, bo póki nam festiwal gra, jestem w pełni usatysfakcjonowana.
Do najlepszych koncertów zaliczam:
Pearl Jam
2manydj’s
Kasabian, ponieważ trafiłam do grona ludzi z przodu entuzjastycznie reagujących na każdą kolejną piosenkę, skaczących i śpiewających, co oczywiście wpłynęło na mnie korzystnie i po koncercie odeszłam z bananem na twarzy, wybawiona za wszystkie czasy (albo przynajmniej za cały dzień 3.07.)
Archive
Pavement - Bardzo rozczarowała mnie tak niska frekwencja. Szczególnie, że koncert był genialny.
Pozytywnie zaskoczyli mnie też Indigo Tree, na których zdecydowałam się pójść po słuchach, że grają psychodeliczną muzykę, a jako wielbicielka tego typu dźwięków, nie mogłam sobie odmówić takiej przyjemności. Było bardzo kameralnie, przyjemnie i czarująco. Idealne rozpoczęcie festiwalu.
Plusem tegorocznego programu był zdecydowanie bardziej ambitny program. Dzięki temu było różnorodnie i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. A i ludzie nie wyglądali jak jedna masa.
Kiedy patrzę teraz na tegoroczny plakat, mogę bez wahania ulec stwierdzeniu, że to najlepszy program w historii Open’era (dla mnie w szczególności Pearl jam, Archive, Massive attack i w czasie festiwalu ”odkryte” Pavement, Ben harper, 2manydj’s…). Chociaż na początku, jak z resztą duża część osób, nie byłam przekonana.
Na koniec kolejna, bardzo istotna sprawa. Ludzie…jesteście zajebiści! To dzięki Wam ten festiwal jest taki niepowtarzalny, magiczny. Aż miło się robiło, gdy po koncercie ktoś się to uśmiechnął, to zagadał lub pomógł w czasie złego samopoczucia na koncercie (w moim przypadku Pearl Jam). Po zakończeniu festiwalu podeszła do mnie sympatyczna para(?) i zamieniła ze mną kilka zdań, widząc, że jestem poważnie przybita. Poznałam mnóstwo wspaniałych osób, szkoda tylko, że z każdym dzielą mnie dziesiątki, setki, a z niektórymi nawet i tysiące kilometrów. Open’er ma to do siebie, że łączy ludzi i łączyć będzie, albowiem każda z zapoznanych osób zagwarantowała swoją obecność na przyszłorocznym Open’erze. W takim razie nie pozostaje mi nic innego niż napisanie ”Do zobaczenia za rok!”. I niesamowicie życzę sobie IAMX’a, bo pasuje mi do namiotu o 23:00
(najlepiej dnia ostatniego) jak nikt inny.
lipiec 15th, 2010 at 19:55
“Muzyka to ma być bunt, anarchia, sprzeciw i nieufność wobec rządu i politycznego establishmentu.”
Ojejku, nie wiedzialem.
Stary wyluzuj. Lata 80 minely, czas wojen i buntow w centralnej Europie odszedl (i bardzo dobrze). Juz nikt nie slucha prawdziwych Sex Pistols a prawdziwi hipisi nie istnieja. Muzyka nie powinna kierowac sie ideami, ktore jak niegdys wybudowany pomnik stoja gdzies na szczycie gory i schna, ale goracymi uczuciami i emocjami. Brak parszywych zaborcow powoduje rowniez oslabienie anarchii.
Opener to festiwal miedzynarodowy. Organizatorzy przez informowanie (badz jak wolisz wzywanie) o wyborach spelnili kilka rol. Po pierwsze i najwazniejsze- pomogli uczestnikom zaglosowac. Od wielu tygodni wolali zeby wziac zaswiadczenia, podstawili specjalne autobusy, wywiesili mapki punktow… Wszystko bylo cacy. Sekundo- zaprezentowali gosciom zza granicy polski patriotyzm i fakt ze nie wybory dla nas sa wazne (a jesli dla Ciebie nie sa to zostaw to dla siebie, ja osobiscie jestem dumny z takiego zachowania AA).
“Jaki, kurwa, wybór? Między PO, a PiS? Dziękuję bardzo za taką alternatywę, ale wolę posłuchać muzyki.”
Demokracja to najlepszy wymyslony przez czlowieka system wladzy w panstwie. Niestety. Glosujemy przewaznie bardziej na mniejsze zlo niz na wieksze dobro, ale zawsze jest to jakis wybor. Nasi przodkowie walczyli o ten przywilej, miliony Polakow zginelo abysmy mogli teraz wybierac, niegdys to inni wybierali za nas. Pierdolisz jak zbuntowany angol wychowany w latach Sex Pistols; Clash i The Rameones, niedoceniajacy historii i przyszlosci a jedynie skupiajacy sie na swojej skorzanej kurtce i zademonstrowaniu buntu. Koniec.
Nie chce aby to co pisze bylo agresywne, atakowalo Twoja osobe… Ale udzial w wyborach to zaszczyt. Kogokolwiek bysmy nie mieli za kandydatow, to warto chociaz isc oddac pusty glos a nie siedziec bezczynnie na dupsku i sluchac “NO FUTURE! NO FUTURE!”
lipiec 15th, 2010 at 19:57
Huh. ide zapalic
lipiec 15th, 2010 at 21:16
Gustaw w tym co napisałeś wyżej masz 100% mojego poparcia!:)
lipiec 15th, 2010 at 22:03
“Aaa, będąc w temacie PJ: miał być bootleg, a jak na razie cisza. Ktoś się orientuje, co i jak? Bo nawet na ich oficjalnej stronie są teraz same zdjęcia…”
Pierwsze bootlegi z Europy mają się pojawić pod koniec lipca. Wydaje mi się, że Gdynia będzie do kupienia na przełomie lipca/sierpnia.
lipiec 15th, 2010 at 22:30
Gustawie, na Open;erze 2011 masz u mnie piwo za twojego posta
Swoją drogą, w ramach wakacyjnej nudy postanowiłem zobaczyć kogo mogą ogłosić na tzw. Kołka. (niektórzy pewnie wiedzą już coś więcej, prawda H.?) Biorąc pod uwagę, że mamy już 2 gwiazdy rockowe, jedną elektroniczną i jedna teoretycznie rapową szukałem zespołów wedle klucza Elektronika/Rap/Pop a także wedle tego co dobierano w ostatnich latach. Co jest, moim zdaniem, “do wzięcia”:
- The Roots
- Kid Cudi
- LCD Soundsystem
- Underworld (na kołku? a czemu nie!)
- Jamiroquai
- Kelis
- Kele
- Chiddy Bang
- Stromae
Jak myślicie - coś z tego zestawu jest realne?
Bo zjada mnie ciekawość kogo zobaczę przed Muse
lipiec 15th, 2010 at 23:24
Stromae? jak najbardziej. Alors on Danse to hit tego lata. przynajmniej w Holandii ; D inna sprawa, ze cala plytka trzyma niezly poziom. Kele? Kele i jestem w niebie. album miazdzy. Jak Bloc Party nie lubie, wrecz nie znosze, to Kele z solowym projektem jest iście rewelacyjny.
lipiec 15th, 2010 at 23:41
peer
jeśli będzie to lcd soundsystem… zamorduję wszystkich w promieniu 100 km, (nie mam biletu na coke)
lipiec 15th, 2010 at 23:42
a co do pearl jam to naprawdę nikt nie zripował koncertu z trójki?
lipiec 15th, 2010 at 23:43
ludzie pewnie wyszli z zalozenia, ze skoro bedzie oficjalny bootleg to nie ma takiej potrzeby… jedna osoba zabuli i podzieli sie z reszta ; )
lipiec 15th, 2010 at 23:59
ale w sumie to nie musiałby nikt tego kupować, gdyby zripowano z radia
niech pieniądze zostają w Polsce!
(nie jestem fanem pearl jam)
lipiec 16th, 2010 at 00:05
Trójka transmitowała tylko 30 min. koncertu, a nagranie krąży po sieci już od 2 lipca:)
1.Amongst The Waves(part of)
2.Unthought Known
3.Even Flow
4.Just Breathe
5.Daughter(ABITW II)
6.Given To Fly
http://www.megaupload.com/?d=O5SOHGHM
link za jam-river.com
lipiec 16th, 2010 at 02:13
“Demokracja to najlepszy wymyslony przez czlowieka system wladzy w panstwie. Niestety. Glosujemy przewaznie bardziej na mniejsze zlo niz na wieksze dobro, ale zawsze jest to jakis wybor. Nasi przodkowie walczyli o ten przywilej, miliony Polakow zginelo abysmy mogli teraz wybierac, niegdys to inni wybierali za nas. ”
Pleciesz bzdury. Demokracja najlepsza?
uwazasz ze 2 lumpow spod budki z piwem lepiej sie zna na swiecie polityki od 1 profesora? za demokracje ludzie gineli sporadycznie, zdecydowanie wiecej zginelo przez demokracje.
Jedyna sluszna forma wladzy jest monarchia
lipiec 16th, 2010 at 02:19
“skład na papierze wyglądał dla nich średnio, zaś na miejscu było świetnie” - i tu i tu było zajebiście
“po bardziej komercyjnej i wychylonej w kierunku tzw. indie-rocka edycji 2009, Open’er znów postawił na różnorodność” - nie przesadzałbym, ale w tym kierunku zmierzać!
“i ci, którzy wiedzieli, że main stage zamknie w tym roku set didżejski, często wychodzili rozczarowani” - a ja odchodziłem stamtąd wolnym krokiem w kierunku dalszych scen
“kto poza wiernymi fanami stawiał na to, jakie cuda będą się działy w namiocie podczas występu Reginy Spektor?” - ja! no dobra, załóżmy, że jestem wiernym fanem, bo gdyby nie zmęczenie, to zamiast leżeć z tyłu, pod sceną darłbym mordę razem z artystką
“ile osób poszło na Grace Jones z ciekawości, by wyjść zdumionymi, że okazała się być nie zdziwaczałą starą diwą, a żywiołową szamanką?” - byłem jedną z nich!
“dla każdego Open’er jest własnym, osobistym przeżyciem i każdy sam wypełnia go własną treścią, zaś plakat to tylko pewne ramy, w których się odbywa” - nie wiem czy bym to lepiej ujął
“cena, jaką przyszło za to widzom zapłacić, czyli długie wędrówki ze sceny głównej na namiotową i odwrotnie, dla wielu była jednak wysoka” - zdecydowanie, będę marudził nadal
“twierdzenie, że wystąpił nadmiar ludzi na bramkach we wczesnych godzinach wieczornych, nie wyczerpuje istoty problemu” - osób obrączkujących było za mało, brakowało ścieżki opuszczania stanowisk po zaobrączkowaniu. jest nad czym pracować do przyszłego roku, ale problem do jako takiego rozwiązania, chociaż zatory tam były od kiedy pamiętam.
“fantastyczna nowa oprawa świetlna na main stage” - chyba uciekła mojej percepcji
może na inne rzeczy bardziej zwracałem uwagę podczas koncertów
“i w tym roku zajmiemy się polecaniem koncertowych wydarzeń w naszym kraju” - Jarocin ma fajny line-up w tym roku, ale “Agencja Go Ahead informuje, iż wszystkie bilety oraz karnety na Festiwal w Jarocinie (16-18 lipca) zostały wyprzedane!” hehe
ogólnie podsumowanie na +
lipiec 16th, 2010 at 09:39
A uważasz, że król, który wpada na pomysł wprowadzenia monarchii konstytucyjnej dając sobie władzę absolutną i doprowadzając kraj do ruiny jak to się stało w pewnym afrykańskim kraju na E to fajna sprawa? Myślę, że trzeba być ostrożnym z wygłaszaniem hasła “jedyna słuszna forma władzy”. Żyjąc w państwie demokratycznym trzeba być świadomym swoich praw i z nich korzystać, a nie mówić “głosowanie do dupy, monarchia lepsza”. Demokracja w gruncie rzeczy daje mnóstwo przywilejów, o których można by tylko pomarzyć w innych ustrojach. Nie mówię przez to, że jest ona cudem świata bo też ma swoje wady. Doceniam jednak fakt, że mam prawo do wyrażania własnej opinii i głosowania na kogo chcę. W przeszłości nie zawsze wyglądało to tak kolorowo.
A co do bootlegu z koncertu Pearl Jam - ostatnio trafiłem na zgrywkę z Trójki z 6 kawałkami. Jakość fajna, ale mega cicho. Zaczyna się w połowie “Amongst The Waves”, potem jest “Unthought Known”, “Even Flow”, “Just Breathe”, “Daughter” i “Given To Fly”. Ciekawostka fajna, miłe wspomnienia, ale lepiej poczekać na oficjalny bootleg.
lipiec 16th, 2010 at 13:21
o ile taki będzie, bo z innych koncertów można już od dawna zamawiać, z naszego - cisza
lipiec 16th, 2010 at 13:29
Można zamawiać, ale z trasy po USA. Bootlegi z Europy jeszcze się nie pojawiły. Tak jak napisałam wcześniej, pierwsze mają być dostępne dopiero pod koniec lipca.
lipiec 16th, 2010 at 13:51
Kolejny (SIÓDMY!!!!!!
najlepszy muzyczny weekend w roku. Fajne jest też to, że już mineło 12 dni więc już o prawie dwa tygodnie mniej czekania. (wczoraj postawiłem na takie podejście ale jeszcze sam siebie nie przekonałem).
Koncerty: Tricky zrobił świetny, a kwestia wpuszczenia na Ace of Spades tylu ludzi na scenę aż mnie wzruszyła. To było piękne: nie zazdrościłem im, cieszylem się, że ich to spotkało i czułem jakbym tam był z nimi. - to jest właśnie magia Openera. I fajnie że wszyscy szczęściarze bez oporów zeszli ze sceny. Oby więcej takich inicjatyw ze strony artystów. Mój najlepszy- Damian Marley i Nas - syn Króla na żywo, świetna atmosfera, świetny podział “duet- solo” (tylko ten brak “Welcome To Jamrock”), Nas świetny technicznie i ogólnie, + długość koncertu= CUD - (całkowite urwanie dupy). Potem Fat boy - nie nie, czasowo potem nie rankingowo ale nie rozumiem tylu uwag. Fajny tanecznie set, Iggy Pop rewelacejny, ludzie się bawili. Oczywiście nie takie zamknięcie jak Chemiczni ale gruby chłopiec ma u mnie kredyt za to co zrobił poprzednio. Kto był na skwerze ten wie- wokół morze ludzi, morze morza a w głośnikach zmiksowane (po majowej premierze Kill Bill vol.2) “gwizdanie” i “my baby shot me down”- ciarki do dziś.
Grove Armada- super , najpierw spokojniej i mroczniej potem…taniec taniec taniec.
Hot Chip- też extra.
2manyDj- nie byłemmmm!!!! bardzo żałuję.
Novika- Tak H. zakochałem się.- kapitalny koncert, L.U.C- i charyzma i technika i teksty- rewelacja. szkoda ze w dzień bo taki piknik to był ale kiedyś trzeba. Fajna była już rozgrzewka i zabawa z publiką. Bester quartet - przepięknie grali, spóznienie 20 min na Novice to właśnie ich “wina”.
Wiele innych pięknych wrażeń jeszcze było. Wy byliście super. Tęsknie za Wami jesze tylko 50 tygodni…czwartek wypada 30.06 więc ciekawe czy to jest “O-day czy 7.07 (wtedy urodzinki w openerową niedzielę).
Ale tak naprawdę to składam b. oczywisty (a nie spotkałem sięz nim) wniosek rocznicowy: 10 dni na 10 rocznicę. proszę o poparcie i sposoby (w miarę zdrowe) jak to byśmy wytrzymali, dali radę… Co nie dali, MY NIE DAMY!?!?!
lipiec 16th, 2010 at 14:56
@nagi: jest na chomiku pt. MarekET, w zakładce “Festiwal Open’er 2010 - 01 - 04-07-2010r”. O innych źródłach nie wiem.
A co do drugiego Twojego komentarza: ojeeeeezu, gadasz jak potłuczony. Nikt nie musiałby tego kupować? Proszę Cię… Znajdzie się naprawdę dużo, dużo nabywców tej płyty (w tym będę to ja, nie ukrywam).
I właśnie - spokojnie, będzie bootleg od nas, tylko później. Już to ktoś wcześniej napisał.
lipiec 16th, 2010 at 16:45
czy to juz koniec ogloszen na Coke?
lipiec 19th, 2010 at 10:50
strona wreszcie działa. co się z nią działo?
ps. H. co z Kołkiem?!?!
lipiec 19th, 2010 at 10:55
Przenosiny serwera. / A z Kołkiem wszystko dobrze
lipiec 19th, 2010 at 11:01
bardzo zabawne.
kiedy kogos ogłaszacie? ; >
lipiec 19th, 2010 at 12:05
A to ja mam kogoś ogłaszać? Zawsze myślałem, że to Ziółka robota
Milczę, bo przecież nie wiem
Obserwujcie stronę festiwalu!
lipiec 19th, 2010 at 16:58
A powiedz H. jak to jest z tym lotniskiem, czy naprawdę możliwe jest, że już w 2011 Open może być przeniesiony? Nie chce mi się wierzyć w taką opcję wogóle
lipiec 19th, 2010 at 17:21
@Open’erowicz
wejdz moze sobie na strone airport gdynia pl i przeczytaj ostatni news w aktualnosciach
lipiec 19th, 2010 at 17:54
@wyznawcaPattona;)
Git, dzięki wielkie, uspokoiło mnie to
lipiec 19th, 2010 at 22:10
Co oczywiście nie wyklucza np. przenosin Open’era w ramach lotniska Gdynia-Kosakowo. Ale czas pokaże.
lipiec 19th, 2010 at 22:16
Niech się przenoszą gdzie chcą po terenie lotniska
Bo już były ploty o Krakowie itp., dlatego mnie to niepokoiło.
lipiec 19th, 2010 at 23:59
a tak z innej beczki - late of the pier będą 27 listopada z dj setem w Warszawie
lipiec 20th, 2010 at 10:07
Do wszystkich zainteresowanych bootlegiem PJ:
w czwartek 22 lipca będzie można posłuchać całego koncertu z Gdyni w PJ Radio. O 8pm GMT zaczyna się koncert z Berlina, a zaraz po nim z Gdyni. Tego samego dnia bootlegi trafią do sprzedaży. Link do radia na oficjalnej stronie. Miłego słuchania:)
lipiec 22nd, 2010 at 22:58
ładnie wypadliśmy przyznam
lipiec 26th, 2010 at 11:23
ale o takich rzeczach jak zjebane prysznice i brak prądu na polu to nikt nikt wspomina.