Przebierany piątek
- Posted by H. on lipiec 3rd, 2010 filed in Artyści

fotografia za: opener.pl
.
Drugi dzień festiwalu upłynął przy pięknej pogodzie i bardzo bogatym programie. Na scenie głównej bardzo energetyczny występ dała szwedzka formacja Mando Diao, potwierdzając swoją koncertową renomę. Zanim miejsce Szwedów na mainie zajął kolejny z headlinerów festiwalu, Massive Attack, na scenie pojawił się maestro Marek Drewnowski, dając krótki recital utworów Fryderyka Chopina. Popularni Masywni nie zawiedli tłumu fanów, choć niektórzy mogli narzekać na pewną przewidywalność koncertu. Ale tym razem zagrali “Karmacomę”!
Tytuł notki wyjaśniają trzy koncerty - dzień na main stage zamknęli Empire Of The Sun, wzbudzając zróżnicowane reakcje. Produkcja i kostiumy były na najwyższym poziomie, ale niektórzy wskazywali, że muzyczna strona występu nie do końca nadążała za rozbuchanym, futurystycznym show. W kategorii kostiumów najwięcej zdziałała Grace Jones, która wielokrotnie przebierała się podczas swojego występu. Koncert rozkręcał się z piosenki na piosenkę, by skończyć się w iście ekstatyczny sposób. Grace Jones imponowała charyzmą, formą wokalną i fizyczną, a także poczuciem humoru i sporym dystanem do siebie.
A trzeci przebierany koncert? No, tutaj nieco naciągamy tę tezę, ale chodzi nam o niesamowitych Die Antwoord, którzy zgromadzili zaskakująco duży tłum o 17-tej na scenie namiotowej. Krótki, nieco ponadpółgodzinny występ satyrycznej grupy wzbudził żywiołowe reakcje publiki, zaś w kwestii przebieranek kierunek był jeden: mieć na sobie coraz mniej. Ninja oczywiście zaprezentował swoje słynne bokserki z jeszcze słynniejszą okładką.
W namiocie zagrali także Klaxons, zmywając rozczarowanie po ich niezbyt udanym występie w Łodzi dwa lata temu. Tym razem wszystko grało jak należy. Chłopcy wpletli w swój set nieco nowego materiału, ale to najbardziej znane utwory z debiutu zespołu najmocniej wstrząsnęły tentem. W kwestii wstrząsów nie sposób nie wspomnieć o wyśmienitym zakończeniu wieczoru w wykonaniu Pavement. Legendarna grupa, po raz pierwszy grająca w Polsce, wykonała długi zestaw swoich utworów, potwierdzając tezę, że niektóre reaktywacje po prostu są konieczne. Nie dość, że ewidentnie ciągle ich to bawi, to jeszcze potrafią tę radość przełożyć na kawał świetnego grania. Zatem w dziedzinie reaktywacji nie jak dwa lata temu: “no średnio grali, ale to Sex Pistols“, a po prostu znakomity, pełnoprawny koncert.
Nie wolno również zapomnieć o Cypress Hill, piątkowej gwiazdy sceny world, którzy uraczyli spory tłum fanów garścią wielu swoich klasycznych utworów, przeplatanych kilkoma nowymi kompozycjami. Obawy o koncertową formę zespołu okazały się być zupełnie niepotrzebne. Różnorodnością podobną do zagranicznego składu lśnili też polscy artyści - wyróżnić należy Foxa, który ze swą zwyczajową armadą gości wypełnił i rozbujał prawie cały namiot, ale warto też wspomnieć o pełnym namiocie Alter Space, gdzie o 2 w nocy w poszerzonym składzie koncertowym wystąpił Jacaszek.
Dzisiaj czekają nas dwa gitarowe koncerty, po których można się naprawdę wiele spodziewać. Skunk Anansie są w świetnej formie, a koncertowa reputacja Kasabian, headlinera soboty, sięga daleko poza granice Wielkiej Brytanii. A do tego starcie z wielką sceną zaliczą Hot Chip - w namiocie można by w ciemno obstawiać triumf, tutaj zostaje pewne pole do wątpliwości. Trzymamy kciuki, a H. idzie pod scenę!
Propozycją numer jeden w namiocie jest tego dnia zdecydowanie Regina Spektor, chodzą słuchy, że tę dziewczynę z gitarą z fortepianem stać na wiele. Na koniec wieczoru imprezę do kawałków Gorillaz rozkręcą Gorillaz Sound System, ale pół godziny wcześniej na scenie world znacznie większe wydarzenie - pierwszy polski występ Matisyahu. Będzie się działo!
lipiec 3rd, 2010 at 17:01
Powiem tylko jedno:
ZAZDROŚĆ do potęgi n-tej!
lipiec 3rd, 2010 at 17:16
czemu zazdrość ?
Na mando diao było super, zwłaszcza to że po koncercie poszli rozdawać autografy
No i Koncert Klaxons który wedłóg mnie był naprawdę świetny, zwłaszcza utwór ‘ It’s not over yet ‘ ^^
lipiec 3rd, 2010 at 17:22
Zazdrość bo mnie tam nie ma
Najbardziej żałuję, że nie byłem u babci Grace.
lipiec 4th, 2010 at 04:41
Regina nie jest pozycja numer jeden w namiocie tego dnia, jest w scislej czolowce tegorocznego festu obok Skunk Anansie ktorych zobaczylem tylko 47 min uciekajac wlasnie na Regine i z bolem wymienam ich dopiero na 3cim miejscu - PJ (2manydjs mimo ze mialo ogien i bylo zajebiste nie licze bo puscili tylko plyte;] )
Ci ktorzy uciekli rok temu z KoL i trafili na The Ting Tings i widzieli etuzjastyczne reakcje publicznosc moga bez problemu rownac to wlasnie z Regina, dla mnie byl tutaj ‘kosmos’. Obojetnie czy byla kobieta z pianinem, gitara, keybordem czy z perkusja w postaci drewanianego krzesla dala czadu. no i w koncu slyszalem by nie tylko pojednyncze osoby ale caly tlum spiewa refren jakiegos utworu, a rosyjska partia Apres Moi - bomba